Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Czekam

Kartka szósta - Koncert dla Ciebie

Znowu mnie nie było, gomen.
Nikogo nie poinformowałam o tej notce, wybaczcie.
Mam doła.
Przez następne trzy miesiące nie będę widzieć matki.
115 dni o ile wszystko się nie posypie.
Dziś wyjeżdżam, ryczę już trzy dni.
Mam dość.
Szablon jak widzicie zmienił się, zawdzięczamy to pannie Scarlet, której chciało się poświęcić temu swój czas.
Nota miała być dłuższa, ale nie mam sił na pisanie, dodaję więc to co mam.
Nie wiem kiedy znowu napiszę. Na razie mam załamanie.
Od teraz podpisuję się tym samym pseudonimem na wszystkich blogach.
Tak nazywają mnie przyjaciele, Garr. Zatem witam was wszystkich.
Podjęłam decyzje, będę starała się dostać na prawo.
To będzie trudne, ale jeśli się nie uda, trudno. Próbowałam.
Na blogu pojawił się licznik.
Można łatwo wywnioskować od czego odlicza czas.
Nawet się jeszcze nie spakowałam, nie mam na to siły.
Już teraz płaczę, co będzie potem?
Trzy miesiące, czekam do świąt. Przewidywany termin 23.12 na niecałe dwa tygodnie. Marne pocieszenie, nie?
Do zobaczenia mamo, za trzy miesiące.
Mój Boże...

^^^^^^

Sen. To musiał być sen, w rzeczywistości takie rzeczy się zdarzają. Nie jest przecież idiotą.
Jyuushiro Ukitake stał pośrodku niewielkiej polany, zewsząd otaczały go drzewa, martwe rośliny.
Zupełnie tak, jakby jego własna podświadomość dawała mu wyraźnie do zrozumienia, że coś właśnie stracił, coś zginęło, lub też właśnie umiera. Wtedy ją dostrzegł.
Piękna jak nigdy dotąd. Boże, jak mógł kiedykolwiek pomyśleć, że jest brzydka?!
Pojawiła się jakby znikąd, a teraz stała tak blisko, że czuł na swojej twarzy jej ciepły oddech, wystarczyłoby jedynie wyciągnięcie dłoni by jej dotknąć.
Lecz ta bezustannie trwała opuszczona wzdłuż tułowia. To wtedy odkrył, że nie może się poruszać.
Dane było mu jedynie obserwować i cierpieć w milczeniu.
Echiki delikatnie przechyliła głowę, zupełnie tak jakby chciała mu się lepiej przyjrzeć.
Mleczna cera, zwana przez specjalistów celtycką doskonale współgrała z krwistą czerwienią sukni, którą miała na sobie.
W rzeczywiostości była ubrana niezwykle prosto, rzekł byś przeciętnie.
Ale zakochany człowiek wraz z miłością nabywa niezdrową skłonność do wyolbrzymiania cech kochanej osoby.
A Jyuushiro Ukitake był zakochany, bez dwóch zdań.
Zapragnął coś powiedzieć, wypytać ją o miejsce w którym się znajdują, dlaczego nie może się poruszać, oraz o wiele innych spraw, których teraz pewnie nie odważył by się poruszyć, lecz gdy już miał otworzyć usta by coś powiedzieć poczuł jak czyjeś dłonie delikatnie obejmują jego twarz.
Dystans dzielący ich usta drastycznie zmalał. Nawet nie wiedział kiedy zamknął oczy.
Hey Jyuushiro. - odparł dźwięczny kobiecy głos, dochodzący jakby z wnętrza jego głowy. - Uczucia głośno nie wypowiedziane, są nic niewarte.

Obudził go własny krzyk.
Wyrzuconą przed siebie dłoń, zacisnął w pięść, na skórze perlił się pot.
Jyuushiro z niesmakiem spojrzał na leżący tuż przed nim stos książek. Zasnął w bibliotece, znowu.
Ostatnio coraz częściej mu się to zdarzało, jednak jak dotąd nie zdołał zapamiętać ani jednego ze swoich snów.
A ten był niezwykle wyraźny, nawet teraz, po ocknięciu się nie mógł powstrzymać drżenia rąk.
Z równie kwaśną miną co wcześniej, sięgnął po leżący tuż obok kubek kawy.
Była zimna, musiał spać co najmniej dobrą godzinę.
Nie odkładając jej na miejsce podszedł do jednego z okien, dochodziła północ.
Skąpane w świetle księżyca błonia lśniły nieznanym dotąd sobie blaskiem.
A jej twarz wciąż uparcie tkwiła przed jego oczami. Bezdźwięczne pytanie, które dostrzegł w jej oczach mimo wszystko odbiło się echem w jego umyśle.
Mężczyzna bezsilnie opadł na krzesło.
Nigdy dotąd nie przypuszczał, że przyjdzie mu kogoś tak pokochać. Tak beznadziejnie i bezwarunkowo.
Westchnął.
Miłość jest jak grom z jasnego nieba. To oklepane, ale wiele w tym prawdy. - pomyślał chłopak zarzucając obie nogi na blat biurka. - Tak... Bez wątpienia coś w tym jest... - Białowłosy mężczyzna delikatnie się uśmiechnął, przydługie już włosy teraz opadły mu na twarz, zręcznie zakrywając jej wyraz.
Światło księżyca, który tej nocy widniał na niebie nieśmiało wpadało przez odsłonięte okna.
Nie mógł być gotowy na cios, który wkrótce miał mu zostać zadany.
Zaledwie parę godzin później o 6:45 w całej akademii został ogłoszony komunikat. Na tę specjalną okazję każdy z roczników, nie pomijając klas specjalnych został zwołany na dziedziniec, dyrektorzy akademii byli zmuszeni zapoznać ich z zaistniałą sytuacją, która wkrótce miała posłużyć im również za przestrogę.
Dzień wcześniej, w późnych godzinach nocnych tereny akademii opuściły trzy uczennice zmierzając najprawdopodobniej do świata żywych.
Celem każdego shinigami jest odtąd pojmać je i sprowadzić z powrotem do społeczności dusz, gdzie zgodnie z prawem ma czekać je uprzednio więzienie, a następnie egzekucja, na szczycie urwiska, pomiędzy dwoma białymi filarami.
Zbiegami są Haori Chairo, Zai Aachistuo oraz Echiki Eisei.

***

Światło. Przerażająca jasność otaczająca cię ze wszystkich stron, oślepiająca, dokładnie tak jakbyś zupełnie niespodziewanie, wbrew logice został zanurzony w oceanie świateł. Nie pozostało nic prócz przerażenia, poczucia otaczającej cię ze wszystkich stron pustki, tak uciążliwej, że odbijającej się wręcz echem w twoich uszach.
I nagle, to wszystko zniknęło.
- Jasna cholera! - głos. Czyżby umarła? Czy właśnie tego rodzaju odgłosy słyszy człowiek w chwili śmierci? Ostatnie wypowiedziane słowa sprzed paru sekund nim skonał?
- Uderzyłam o coś twardego głową... - odparł kolejny głos. O wiele ciszej i znacznie bardziej lamentalniej od poprzedniego.
- Tak! W moją! - wykrzyknęła wyraźnie zirytowana postać.
Dziwne uczucie, wstrząsają nią drgawki.
Chyba kiedyś już o tym słyszała, bez wątpienia, ktoś wspominał jej o określeniu tego rodzaju uczucia.
Zimno... Istoty ludzkie nazywały je "zimnem".
Drgnęła.
Wstrętne uczucie - pomyślała coraz bardziej zniesmaczona zaistniałą sytuacją.
Teraz była już całkowicie przekonana, że umarła.
- Co za dno - rzucił ten sam głos, który jeszcze przed chwilą krzyczał. - A tak swoją drogą to gdzie jest Echiki? Echiki? Echiki?!
Odruchowo zareagowała na dźwięk wykrzykiwanego imienia.
Otworzyła oboje oczu i niemal natychmiast gorzko pożałowała tego co zrobiła.
Śmierć jest do dupy - pomyślała wpatrując się z gorzką miną w otaczającą ją biel.
- Tu cię mam! - powiedział głos, po czym ku swojemu zdumieniu odkryła, że coś ciągnie ją ku górze.
Różnica była diametralna.
- Puszczasz mnie w tej chwili czy najpierw mam ci przyłożyć?



***

Tej nocy również wzszedł księżyc. Był początek sierpnia, a rzekł byś, że to kończy się wrzesień.
Białowłosy mężczyzna stał oparty o dość lichej konstrukcji drewniany płot. Jeden z tych, który zdawał się wręcz wykrzykiwać ów fakt, że wzniósł go zupełny amator.
Przed sobą miał pole, po obu bokach las, a tuż za nim znajdował się drewnianej konstrukcji domek. Jeden z tych, który uśmiechnięty sprzedawca podaje nam na głównej stronie folderu w nadziei, że skusi nas rzekomo tańsza ziemia, lub też dogodne warunki mieszkalne.
Nigdy by nie przypuszczał, że rozmowa z tą rudą roztrzepaną dziewczyną, a teraz już kobietą kiedykolwiek da mu powód do głębszych przemyśleń. A jednak.
Wyczuł jej energię niemal od razu. Mimo upływu lat, jakie już minęły.
- Stawienie czoła własnym błędom i ranom, które po nich pozostały, polega jedynie na ich akceptacji, bowiem one nigdy nie znikną. Nadal wzywam twoje imię, mimo tego, że tak cholernie boli. Nie przestanę dopóki mi nie odpowiesz... Alicjo? - spytał, jednak mimo jej bliskości podobnie jak i we wcześniejszych przypadkach opowiedziała mu cisza.

Wysiliła się dla was Garr 30/08/2009 20:40:25 [komentarzy 7] Komentuj

Kartka piąta - Symfonia przygody

Tak więc witam panie i panowie po mojej... Ekhem... Dłuższej nieobecności.
A złożyło się na nią kilka czynników, szkoła, leń, wyjazd.
Bywa. A ja jestem wybitnie utalentowanym leniem tak więc, gdy w końcu uporałam się ze szkołą, moim jedynym priorytetem stało wyspanie się i robienie w końcu tego na co mam ochotę.
Bo szkoła muli!
Do tego nasz fizyk, któremu zapewne po przyszłym roku szkolnym będę dziękowała za wrzody na żołądku.
Nie kochani, to nie jest tak, że Nagisa się nie uczy fizyki i na nią leje.
Ale to jest tak, że jeśli Nagisa popełni jeden błąd na 9 pytań na niezapowiedzianej kartkówce i dostanie 3+ to wyobraźcie sobie co się stanie jeśli Nagisa zrobi trzy błędy, hę? Tak wiem, przerażające xD
A o odpowiedzi ustnej to się nie wypowiem, ale jak na razie u tego faceta największa ocena to 2.
Terror w czystej postaci, przy nim Billaden wysiada -.- xD
Tak więc przepraszam kochani, ale zrobię co tylko w mojej mocy by wkrótce nadgonić wasze noty ^^
A tymczasem pozdrawiam i zapraszam xD
Ach... Jeszcze jedna sprawa... Mój program graficzny chce być sprytniejszy ode mnie, tak więc czy znalazła by sie jakaś miła osóbka, która zrobiłaby mi szablon?^^
Ten oczywiście jest piękny, ale już trochę długo go mam xD
Tak więc byłabym wdzięczna ;)
A teraz pozdrawiam i zapraszam do wypocin ^^ xD


To anime polecam na wakacje ;D


A to już mój własny klip xD Dla dziewiczego powabu Zai i powabu Haori^^ ;D



Kartka piata - Symfonia przygody



Śnieg.
Śnieg we śnie.
Wszystko oblepia nieskazitelnie biały puch.
Czuję dotyk czyichś dłoni. Ciepło bijące od owej osoby skutecznie odstrasza mróz.
Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.


- Czasami to aż się ciebie boję - powiedziała Haori, która siedziała w wspólnym pokoju dziewcząt, oparta plecami wygodnie o jeden z foteli.
W kominku tliły się ostatnie, dogasające grudki węgla.
Ustawiony na nocnej półce zegarek w kształcie chomika wskazywał dziewiątą wieczór.
Zai uśmiechnęła się szeroko.
- Jesteś podła, wiesz? - spytała leżąc wygodnie na jednym z łóżek Echiki.
Rudowłosa dziewczyna nic nie odpowiedziała. Zwyczajnie uśmiechnęła się jeszcze szerzej, nawet na moment nie przestając ustrajać swojego pakunku.
- I pomyśleć, że idziesz tylko odwiedzić chorego - odparła znużonym głosem Haori.
- A no właśnie... Swoją drogą co ty tam tak pieczołowicie ustrajasz? - ciągnęła dalej Echiki z zaciekawieniem przyglądając się pakunkowi.
- Chciałabyś wiedzieć, co? - odpowiedziała ciągle się uśmiechając Zai - Ale nawet gdybyś wiedziała to twój mały móżdżek i tak nie pomieściłby potęgi oraz czaru tej jednej małej rzeczy...
- Dobre sobie. Po prostu przyznaj się, że masz tam budyń - przerwała jej w połowie zdania Haori i krzyżując dłonie na piersi wbiła oczy w Zai.
- To nie byle jaki budyń - żachnęła się rudowłosa dziewczyna - To mleczny budyń.
Echiki ryknęła głośnym śmiechem, Haori chichocząc z politowaniem pokręciła głową.
- No to na mnie pora! - wykrzyknęła entuzjastycznie Zai, przyglądając się z nieukrywanym podziwem swemu dziełu.
- To wygląda jak...
- Coś co krowa wypluła... Brawo Zai, efekt został w pełni oddany. - wyprzedziła wypowiedź Echiki, Haori.
- Zwyczajnie mi zazdrościcie - naburmuszyła się Zai biorąc do rąk pakunek.
- Czy mnie się zdaje czy ty go nie lubiłaś? - spytała sceptycznie Echiki zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą.
- Bo nie lubię - odpowiedziała dziewczyna kierując się w stronę drzwi.
- Zatem dlaczego...
Zai głośno zarechotała uniemożliwiając tym samym Haori dokończenie zdania.
- Wszystko w swoim czasie! - wykrzyknęła z jeszcze większym entuzjazmem niż poprzednio rudowłosa dziewczyna, po czym z głośnym hukiem zatrzasnęła za sobą drzwi.
- I tyleśmy ją widziały - westchnęła ciężko Haori łapiąc się za głowę.


***


Szybkie, nieregularne kroki na kamiennych posadzkach korytarzy.
Odbity przez światła cień zdołał zaledwie musnąć jedną z bocznych ścian holu.
Kim może być nieznajomy przemierzający wypustoszałe korytarze akademii?
Ktoś albo ćwiczy jakąś niezwykle trudną i wyspecjalizowaną technikę - pomyślał chłopak - albo też zwyczajnie sobie podskakuje w jakimś wyjątkowo dziwacznym rytmie.
Wtem ni sąd ni zowąd drzwi prowadzące do części szpitalnej otworzyły się z rozmachem.
Grube, mosiężne skrzydła z przeszywającym uszy hukiem rozbiły się o boczne ściany szpitala.
- Siemanko! - wykrzyknęła rudowłosa postać stojąc w framudze drzwi.
Ukitake w niemałym szoku parokrotnie zamrugał oczami.
- Co tam Jūshirōu? - zaczęła wesoło Zai Aachistuo zmierzając w jego stronę.
- W porządku - zaczął niepewnie chłopak mając wciąż w pamięci rozgniewaną twarz dziewczyny jak i zaciętość z jaką zazwyczaj reagowała na jego widok.
- W porządku? Tylko tyle masz mi do powiedzenia? No wiesz co... - ciągnęła dalej Zai, po czym bez zbędnych ceregieli rozsiadła się wygodnie na sąsiednim łóżku. - Trzymaj, to dla ciebie. - rzuciła po dłuższej chwili milczenia kładąc tuż przed chłopakiem pstrokaty zlepek różnokolorowego papieru.
- Nie wiem co powiedzieć - zaczął wciąż lekko zdezorientowany. Nie był do końca przekonany czy powinien ów podarek pozostawić w stanie nienaruszonym (a może tak miał wyglądać?) lub też zabrać się za odpakowywanie.
- Nie dziękuj tylko odpakuj - odparła Zai nieświadomie przychodząc mu z pomocą.
Ukitake delikatnie się uśmiechnął.
- Dzięki za... za... - zaczął chłopak odpakowując prezent - za budyń?
Zai z politowaniem pokręciła głową.
- Twój biedny, mały, zeschnięty jak rodzynka móżdżek nie może pojąć ogromu i głębi filozofii ukrytej w zawartości tego jednego małego budyniu... A teraz wracając do tematu... - rzekła dziewczyna zbliżając swoją twarz do twarzy Ukitake na niebezpiecznie małą odległość. - Opowiedz mi o tym co miało miejsce przed tygodniem - ostatnie zdanie zabrzmiało naprawdę przerażająco toteż chłopak delikatnie zadrżał.
Niemal niezauważalnie, jednak nie na tyle by mogło to umknąć jej uwadze - I to bynajmniej nie jest prośba.

***

Echiki głośno chrapnęła. Ciemnowłosa shinigami zasnęła przy niewielkim nocnym stoliczku w swojej sypialni.
Zbliżał się okres egzaminów, jeden z najważniejszych dla studentów akademii.
Przerwana w połowie praca pisemna głosiła na nagłówku Techniki poruszania. Formy i zastosowanie.
Siedząca na swoim łóżku Zai płynnie przeklinała powtarzając po raz wtóry zasady samoobrony. Pomimo usilnych starań za nic jednak nie mogła ich zapamiętać.
Zdegustowana Haori jedynie od czasu do czasu podnosiła wzrok znad czytanej książki by posłać jej karcące spojrzenie ( zdarzało się to zazwyczaj wtedy, gdy rudowłosa dziewczyna używała wyjątkowo plugawych przekleństw).
Dochodziła północ.
Echiki zbudził dźwięk rozbijanego szkła.
To Zai niechcący strąciła położoną na nocnym biurku szklankę.
- Mam to gdzieś! Idę spać! - wrzasnęła zirytowana dziewczyna ciskając książkę na drugi koniec pokoju.
- Jestem za - wyszeptała zaspanym głosem Echiki mierząc na wpół niedokończone wypracowanie nienawistnym spojrzeniem.
- Same jesteście sobie winne. Gdybyście odrabiały zadania ze mną na bieżąco, nie miałybyście tego problemu - rzuciła Haori zamykając egzemplarz wyjątkowo nie udanego romansu Miłość która odeszła
- Kujonica! - zawołała Zai, celując w Haori wskazującym palcem.
- A w nos byś nie chciała? - spytała odkładając książkę blondynka.
- Jasne, pobijcie się o niedokończone zadania. - rzekła zarzucając kołdrę na głowę Echiki - Wiecie co sobie myślę? - spytała w końcu po dłuższej chwili milczenia.
- Myślisz? No nie żartuj. Opowiedz nam o tym fenomenie - rzuciła zadziornie Zai robiąc wyjątkowo głupią minę.
- Skoro uczyłaś się na pamięć tylu zasad samoobrony... To zacznij się uczyć i w praktyce! - wykrzyknęła Echiki. Granatowa kołdra z głośnym szelestem opadła na podłogę. W powietrzu przeleciało coś dużego. Haori katem oka dostrzegła jak owa tajemnicza rzecz rozbija się o głowę Zai.
- Echiki... To była ostatnia rzecz jaką zrobiłaś w swoim nędznym życiu!!! - wykrztusiła rozdrażniona dziewczyna wypluwając część pierza jaka dostała się do jej gardła, po czym chwytając najbliżej leżącą poduszkę ruszyła do kontrataku.
Echiki z głośnym piskiem przeskoczyła z swojego łóżka na łóżko Zai.
Haori głośno westchnęła.
Scena powtórzyła się pięciokrotnie.
- Stój jak chcę Cię złapać! - wykrzyknęła rudowłosa dziewczyna celując w głowę Echiki.
Młoda shinigami nic nie odpowiedziała. Ograniczyła się jedynie do wyrzucenia języka.
- Jakie trepki - rzuciła krótko Haori.
- Ach tak? - spytała z udawanym spokojem Zai. Haori podejrzliwie uniosła jedną z brwi.
- Co ty...? - nie zdążyła dokończyć zdania. W chwili wypowiadania ostatnich słów coś puchatego i żółtego trafiło ją w głowę.
- Ty mała... - syknęła Haori zbrojąc się w dwie, wściekło różowe poduszki.
- Różowy armagedon! - wykrzyknęła Echiki zręcznie symulując przerażenie.
- Cios wściekłej poduszki!!! - krzyknęła Haori odbijając się zręcznie stopami od łóżka by już po chwili znaleźć się u boku Zai oraz Echiki.
W chwilę potem w powietrzu znów unosiły się drobne ptasie pióra, tym razem jednak o wiele liczniej niż poprzednio.
- Ja żartowałam, żartowałam! - wykrzykiwała raz po razie ciemnowłosa shinigami, wymachując przy tym zręcznie obiema rękami.
Za późno. Jasnowłosa dziewczyna zdołała już bowiem zatracić się w tym co robiła.
- O cholera - wykrztusiła oniemiała Zai przyglądając się z niemałym przerażeniem Haori. - Powodzenia. - rzuciła jeszcze przeciągle w stronę Echiki, po czym nie czekając na zbędna odpowiedź ruszyła biegiem w stronę najbliższych drzwi.
- Zdrajca! - wykrzyknęła w ślad za dziewczyną Echiki by po chwili ruszyć jej tropem.
- Wracać tu! - wrzask wściekłej Haori potoczył się echem wśród opustoszałych korytarzy akademii. Echiki przyśpieszyła.
Korytarz, następny, zakręt, znów biegła jednym z korytarzy.
Spojrzała w tył by ocenić potencjalną odległość. Szybko pożałowała swojej decyzji.
- Echiki! - zagrzmiała Haori. Chodź początkowo mogło się to wydawać nieprawdopodobne Haori z każdym, następnym, postawionym krokiem coraz bardziej, nieubłaganie doganiała Echiki.
Ciemnowłosa dziewczyna w duchu przeklnęła techniki poruszania się.
- Boże! Buddo! Allachu! Ratujcie!!! - Echiki złożyła obie dłonie do modlitwy. W duchu skuliła się już w sobie gotowa na cios, który jej zdaniem miał za chwilę nadejść.
I nadszedł, jednak z najmniej oczekiwanej strony.
- Co ty... Pogięło cię? Ona przecież tutaj zaraz... - mamrotała cicho Echiki rozmasowując obolały nos jednak szybko zamilkła. - Co jest?
- Niech was! - wrzasnęła Haoiri jednak i ona zdążyła się w porę opanować.
Zamarwszy w pół ruchu Zai stała pośrodku korytarza.
Opuszczone wzdłuż tułowia ręce delikatnie drgnęły.
- Zai? - zaczęła niepewnie Echiki wyciągając nieśmiało swoją dłoń w stronę rudowłosej dziewczyny.
- Za mną! - wykrzyknęła ni stąd ni zowąd Zai. Echiki chciała już otworzyć usta by zaprotestować jednak dokładnie w tym samym momęcie poczuła jak coś z ogromną siłą trafia ją dokładnie w tył głowy.
- Trep!
- Głąb! - ciemnowłosa schinigami isntynktownie złapała się za tył głowy.Bolało.
- A tak swoją drogą... - zaczęła niepewnie Haori - tą ryżą gdzie poniosło?
Echiki przed krótką chwilę zawachała się, jakby próbując w myślach ustalić prawdziwość owych słów.
- Co?!
- No to ci inteligentna odpowiedź. - podsumowała zdegustowana Haori krzyżując ręce na piersi. Złość jak też zauważyła słusznie Echiki niemal całkowicie zdążyła już ją opuścić.
- Nie gadaj, tylko biegnij! - wykrzyczała ciemnowłosa shinigami łapiąc Haori za rękę i pociągając ją w kierunku najbliższych drzwi.
Haori nie zdążyła nawet zaprotestować, zresztą wszelkie formy stawiania oporu zapewne i tak na niewiele by się zdały to też postanowiła po prostu nic nie mówić.
Nim zdążyła się zorientować biegły już wśród opustoszałych drewnianych domków, coraz to bliżej przystani, niegdyś świecącej dumą i przepychem dziś po padłej w ruinę.
Blond włosa shinigami mimowolnie drgnęła na widok starych powybijanych okien w których czaiła się jedynie ciemność.
Ostatnie dachy akademii dawno już zniknęła z ich pola widzenia.
- Echiki... - zaczęła niepewnie dziewczyna jednak ta uciszyła ją jednym stanowczym spojrzeniem.
- Widzę ją... Dobiegamy - wydyszała ledwo co łapiąc oddech młoda shinigami.
W istocie. Zai znajdowała się już zaledwie parę metrów przed nimi, nie poruszała się, po prostu stała w miejscu.
Haori przez, krótki moment zastanawiała się czy pognanie za nią było naprawdę dobrym pomysłem jednak ciekawość i chęć niesienia ewentualnej pomocy w końcu przeważyła szalę.
- Zai - odparła cicho dziewczyna wyciągając dłoń w kierunku rudej dziewczyny i kładąc ją na jej ramieniu.
Dokładnie w tej spostrzegła, ze prócz ich trójki znajduje się tam ktoś jeszcze.
- Echiki - rzuciła szybko Haori, wiedziała, że nie musi długo czekać na odpowiedź.
Ciemnowłosa shinigami w mgnieniu oka ruszyła na stojącą naprzeciw nich postać i... Chybiła.
Echiki parokrotnie odbiła się od podłoża ziemi by parokrotnie przekoziołkować i zatrzymać się w końcu u podnóża niewielkiego wzniesienia.
- Jak...
- Pozwól, że ci to wytłumaczę młoda damo. - rzekł nieco ochrypnięty jednak mimo tego rześki głos starca. - Mogę być sobie stary, ale takie podlotki jak wy to dla mnie żadne wyzwanie.
- Palant - rzuciła hardo Echiki spluwając krwią na ziemię. Wyraźnie rozcięta w trakcie koziołkowania warga obficie krwawiła.
Stary mężczyzna najwyraźniej postanowił puścić tą zniewagę mimo uszu, gdyż tym razem zwrócił swe oblicze w stronę Zai.
- Masz mało czasu - podjął w końcu starzec.
Rudowłosa dziewczyna niemal jak na komendę podniosła ku niemu zdziwione oczy.
- Mówiłeś, że... Obiecałeś... - zaczęła cicho, niemal szepcząc jednak ten gwałtownie jej przerwał.
- Mówiłem ci głupia, że nie jestem w stanie zmienić wyroków przeznaczenia. Ale ty tak. To święte prawo krwi jakie posiada każde z bliźniąt. - zagrzmiał mężczyzna mierząc ją surowym spojrzeniem. Haori wymruczała pod nosem coś na temat starych grzybów - Masz trzy dni nim energia łącząca nasze światy znów się ustabilizuje. Twoja zdolna koleżanka wówczas będzie mogła użyć... Cóż... Swego talentu... - rzekł starzec spoglądając tym razem na stojącą w bezruchu Haori.
- Radzę wam do tego czasu załatwić wszelkie sprawy, pocałować chłopaka, spłacić długi... Bo potem może okazać się to niemożliwym. - rzucił jeszcze nie mogąc, lub też zwyczajnie nie chcąc powstrzymać się od pełnego kpiny uśmiechu po czym zniknął.
Zupełnie jakby nigdy nie istniał.

***

Piersi w rozmiarze 80E delikatnie podrygiwały w rytm kroków dziewczyny.
Chłodna szklana tafla okna zaledwie przez ułamek sekundy zdołała odbić chytry uśmiech, bujną czuprynę miedzianych włosów, zagadkowy błysk czający się w ciemnozielonych oczach.
Stukot obcasów dziewczyny ustał tuż przed drzwiami jednej z klas.
Napis głosił "Klasa V - specjalna"
Drzwi prowadzące do wnętrza sali otworzyły się z głośnym łoskotem by po chwili ukazać w swym wejściu szeroko uśmiechniętą trzecioklasistkę, Zai Aaichistuo.
Parę osób, które już wcześniej słyszało pogłoski o ów dziewczynie, lub przynajmniej raz w życiu miało z nią do czynienia nagle umilkło wyczekując w napięciu tego co bezsprzecznie miało się wkrótce wydarzyć.
I rzeczywiście, zdążyło się.
Jednak tym razem było to coś czego nikt się nie spodziewał, bo i spodziewać się nie mógł.
- Odeko Jairo?! - zagrzmiała trzecioklasistka ruszając na wprost ku pierwszym rzędom.
- To ja, jakiś problem? - odparł blond włosy chłopak posyłając jej wyzywające spojrzenie.
- Gnojek - rzuciła groźnie dziewczyna. W powietrzu coś nagle zasyczało, w klasie nastała zupełna cisza by po chwili móc zostać przerwaną salwą głośnego śmiechu.
Po twarzy oraz stroju chłopaka spływał mleczny budyń, rudowłosa dziewczyna wykrzywiła usta w najszkaradniejszym uśmiechu jaki tylko potrafiła zrobić.
- I kto tu teraz jest ohydny?! Co?!


***

Nie potrafiła się skupić, za nic nie potrafiła tego zrobić!
Tłumiąc w sobie wzrastające uczucie paniki Haoiri po raz któryś już z kolei przyjęła dobrze jej znaną pozycję.
Wytężyła wszystkie zmysły starając się skupić jedynie na powieżonym jej zadaniu.
Chwila ciszy, przyśpieszone tętno, maksymalne skupienie... Porażka.
Wykrzykując wszelkie znane jej przekleństwa Haori cisnęła własnym butem o jedno z najbliższych drzew.
Efekt był całkiem zadowalający, przyniosło to, krótkotrwałą satysfakcję jednak, gdy w końcu zorientowała się, że sama będzie musiała sobie podać pantofel i pójść go teraz poszukać wywołało to w niej zupełnie nową salwę tym razem jednak o wiele bardziej wyszukanych przekleństw.
- Tak myślałem, że cię tu zastanę - odparł nagle głęboki męski głos zdający się dochodzić z środka drzewa w które jeszcze przed chwilą celowała pantoflem.
Haori nie kryjąc zaskoczenia stanęła osłupiała zaledwie parę kroków od pnia ów zaskakującego wybryku natury.
Nie ma co - pomyślała dziewczyna nie mogąc się wciąż zdecydować, czy powinna właściwie uciec, czy też najpierw starać się mu odebrać swój pantofel?
- Ale widzę za to, że ty kompletnie się mnie nie spodziewałaś - ciągnął dalej głos jednak ku uldze dziewczyny w chwilę potem zza pnia wyłoniła się dobrze jej znana męska sylwetka.
- To ty... Tak właściwie, jak ty masz na imię? - spytała przechylając delikatnie głowę na lewą stronę.
- Mów mi Max, lubię to imię - odparł wyraźnie ucieszony zainteresowaniem dziewczyny.
Haori podejrzliwie zmierzyła go krótkim spojrzeniem.
- Wybacz, ale chyba...
- Mama cię woła? och przestań - wpadł jej w połowie zdania. Nim zdążyła się zorientować ten stał już obok niej trzymając ją za ramię. - Co młoda dziewczyna, studentka akademii robi w lesie, tak daleko od ciepłego i przytulnego dormitorium? - spytał zuchwale młodzieniec, po czym delikatnie pociągając ją z prawą łydkę, po czym schylił się by założyć pantofel.
- Praca oraz szkolenie shinigami nie polega na wylegiwaniu się w ciepłym i przytulnym dormitorium - rzekła bojowo dziewczyna, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że zaciśnięte ze złości pięści trzyma na skraju kimona.
- Nic się nie zmieniłaś - odparł pogodnie chłopak obejmując ją w talii i przyciągając do siebie - I nawet to miejsce nie jest w stanie tego zmienić. Już jako dziecko, gdy się denerwowałaś zaciskałaś pięści na skraju spódnicy, bawiliśmy się wówczas również tą samą piłką, lecz ty o tym zapomniałaś, czymś czego również nie pamiętasz są słowa naszej obietnicy, przyrzekliśmy sobie, że zawsze będziemy razem... Lecz o jednym nie jesteś w stanie zapomnieć, to zawsze będzie za tobą kroczyło, krok w krok gdziekolwiek się udasz. To twój ród, twoje dziedzictwo, oraz krew elfów, która płynie w twoich żyłach a wraz z nią magia jaką żaden z tych shinigami nie jest w stanie się posłużyć. Tak Haori, potrafisz nie tylko podróżować pomiędzy światami, lecz także i o wiele więcej. - chłopak przez dłuższą chwilę zawiesił głos. Wtulona w jego pierś dziewczyna nie mogła powstrzymać przyśpieszonego bicia jej serca, które na przeciw jej samem zdradzało stan w jakim się znajdowała. Czuła, że go zna, od bardzo dawna, to, iż był jej kiedyś bliski... Kiedyś, ale nie teraz - I chyba lepiej by tak zostało.

***

Nie mogła nie dostrzec pary schodzącej po schodach.
Roześmianej blondynki oraz chłopaka o magnetycznym spojrzeniu.
Na tym drugim zawiesiła dłuższe spojrzenie.
Zniesmaczona kątem oka spojrzała na zegarek, Zai spóźniała się już od ponad pół godziny.
Zaraz pójdę w cholerę - rzuciła cicho pod nosem warząc zarazem w myślach jak też głupi byłby jej wyskok gdyby właśnie pognała za owym chłopakiem i poprosiła go o niezobowiązujące spotkanie przy kawie.
W końcu westchnęła dając za wygraną.
Po co? Przecież do jutra i tak mnie tu nie będzie - pomyślała poprawiając już chyba po raz setny w ciągu tej godziny zaplecione w gruby warkocz włosy.
- Echiki? Nie spodziewałem się, że cię tu zastanę, co u ciebie? - spytał miły dla ucha męski głos, dobiegający gdzieś zza jej pleców.
Niemal natychmiast rozpoznała z kim ma do czynienia.
- Nie pieprz Ukitake, Zai kazała ci tu przyjść. Prawda? Po za tym w sali przed, którą stoimy nie tylko super piątoklasiści mają wykłady... Ale i pozostałe o wiele mniej znaczące klasy - rzuciła niby od niechcenia Echiki kładąc szczególny nacisk na słowo "super" oraz "pozostałe". Wyraz jej twarzy doskonale współgrał z jadowitością głosu.
Chłopak wyraźnie się speszył co też dało jej ponurą satysfakcję.
- Czego chcesz? - podjęła w końcu po dłuższej chwili milczenia. Cisza nigdy nie stanowiło dla niej problemu, szczerze powiedziawszy potrafiła czerpać równą przyjemność z szczerej i interesującej rozmowy co i z jej braku. Jednakże w tej sytuacji milczenie stawało się ono wręcz nieznośnym.
- Chciałem z tobą porozmawiać...
- To znaczy TY chciałeś, czy Zai ci kazała? Bo to różnica - przerwała mu nie pozwalając dokończyć zdania.
- Ja, Zai nie ma z tym nic wspólnego - podjął szybko chłopak starając się zręcznie wybronić.
- A to ciekawe... Mów dalej - rzuciła kąśliwie Echiki zdając się jakby cały czas czegoś wyglądać.
- No więc...
- Szybciej, nie mam całego dnia - wpadła mu znów w połowie zdania dziewczyna również i tym razem nie racząc go najmniejszym nawet spojrzeniem.
- Zatem...
- Młodość mi umyka! Szybciej po się zestarzeję!
- Słuchaj..
- Nie, to TY posłuchaj - odparła ciemnowłosa shinigami szybkim gestem zaciskając drżące dłonie w pięści. Szybko, jednak nie wystarczająco by mogło to umknąć jego spojrzeniu - Ty chodząca ludzka gnido! Ty palańcie! Idioto! Imbecylu! A..A... Amebo Ty! - z każdym kolejnym zdaniem ton jej głosu stawał coraz wyższy, bardziej agresywny, do tego stopnia, że ostatnie wyzwiska przyszło jej już wykrzykiwać.
Przetarła twarz dłonią by ukryć jej wyraz.
- Ty gnoju... - wyszeptała łamiącym się głosem.
Na to czekał, na to po cichu liczył, na chodźby najmniejszą oznakę tego, że jej zależy.
Niebyła pewna w którym momencie dokładnie się to stało.
Po prostu w pewnej chwili poczuła na swoich plecach jego ciepłe dłonie, jak przyciągają ją do siebie.
W chwilę później trwała już w jego objęciach, zwyczajnie nie mając odwagi by się poruszyć, czegoś przypadkiem nie zepsuć.
To nie mogło być prawdą, to musiał być sen, jej przecież nie zdarzają się takie rzeczy.
- Kocham cię - odparł czyjś głos docierając do niej jakby przez mgłę. Dłuższą chwilę zabrało jej nim zorientowała się co do niej mówi, a kiedy to w końcu do niej dotarło nie mogła w to uwierzyć.
Pojęła to dopiero wówczas, gdy poczuła na swojej twarzy jego oddech, jak powoli zbliża jej twarz do swojej, usta nieśmiało łączą się w pocałunku.
Wtedy też odzyskała pełnię świadomości.
Wyrwała się, jednak przyszło jej to z o wiele większym trudem, niż początkowo zakładała.
Chwiejąc się na nogach niepewnie postawiła parę kroków w tył.
Nie była do końca pewna czy to co miało przed chwilą miejsce nie było jedynie wytworem jej wyobraźni, lecz zbita z tropu twarz Ukitake skutecznie odciągnęła ją od tego założenia.
Nie czekając dłużej na zbędne wyjaśnienia odwróciła się napięcie, po czym pognała przed siebie, nie będąc do końca pewną gdzie biegnie.
Ukitake nie miał szans jej dogonić.


***


Budzik w kształcie chomika zadzwonił dokładnie o godzinie 00:00:00 by zgodnie z powołaniem ku któremu go stworzono obudzić śpiące pod kołdrą dziewczyny.
Dokładnie o godzinie 00:00:05 budzik został roztrzaskany na jednej z ścian pokoju.
Echiki wyjątkowo szkaradnie przeklnęła.
- Sądzisz, że budziki rosną na drzewach? - rzuciła kąśliwie w stronę przyjaciółki Zai - Masz pojęcie jak długo szukałam czegoś o tak wymyślnym jak i zarazem oryginalnym kształcie?
- Odkupię ci ten budzik... - wysyczała na wpół przytomna dziewczyna wodząc ręką w ciemnościach.
- Nie trudź się tak - odparła niemal w tym samym momencie Haori uderzając dłonią w załącznik, po czym pokój zalał jasny strumiń światła.
Echiki znów przeklnęła, Zai łapiąc się za oczy chwiejnym krokiem ruszyła w stronę przygotowanych wcześniej bagaży.
- Pamiętajcie, tylko to co niezbędne - przypomniała Haori po raz któryś już z kolei ważąc w swojej dłoni katanę.
- Masz pojęcie, że zaczynasz irytować? - spytała na pozór niewinnie Echiki. Dla lepszego efektu dziewczyna delikatnie przechyliła głowę na lewy bok.
- Ja tylko chcę byśmy...
- Nie to - przerwała jej zniecierpliwionym ruchem dłoni - Ta katana. Wkurza mnie to, wiesz? Nie będzie łatwo, wiemy to od samego początku. Mamy też świadomość tego, że się boisz, iż nawalisz. Ale jesteśmy w końcu tylko ludźmi, mamy prawo popełniać błędy... Jednak przesadzasz. Nie sądzisz? Nie oczekujemy w końcu cudu.
- Pewnie masz rację - odparła w chwilę potem Haori. Katana w jej dłoni jeszcze przez chwilę kołysana delikatnymi ruchami ręki, niebezpiecznie przechyliła się na jedną stronę, by w chwilę potem zniknąć za pasem młodej shinigami.
- Atmosfera gęsta jak budyń - podsumowała krótko Zai zarzucając swoją torbę przez ramię.
Echiki delikatnie uniosła jedną z brwi.
- Jakieś zboczenie?
- Wiecie, że nie jesteście normalne, prawda? - spytała spinając włosy w koński ogon Haori. Zai parsknęła śmiechem.
- Dowciapnaś - rzuciła w odpowiedzi Echiki - Ale nie sądzisz, że zadając się z nami jesteś tak samo INNA jak my?
- A może to działa w odwrotną stronę? Co? - Haori dopięła ostatni z zamków berzowj torby - Może to wy normalniejecie? Hm?
- Psujesz zabawę - rzuciła krótko Echiki przybliżając swoją twarz do twarzy Haori.
- Chciałabyś...
- Dość gadania! Więcej czynów! - wykrzyknęła na pozór entuzjastycznie Zai - Spieprzajmy byle dalej nim ktoś się połapie co robimy.- dodała w chwilę później z o wiele większą powagą. Co więcej (czego mogły być niemalże pewne) nie udawała jej.

~~~~~~

Delikatny powiew nocnego powietrza utrzymał ją w pełni świadomości tego co ma zamiar zrobić.
Ostatnie spojrzenie w stronę akademii, głęboki wdech.
Następnym razem, gdy tu wróci zapewne będzie martwa... lub co naj mniej bliska śmierci.
Po chwili uznała, ze w sumie na jedno wychodzi.
Mimo wszystko kochała to miejsce. Nie tylko za dobre, lecz także ( a może przede wszystkim?) za te złe chwile.
Prawdziwa przyjaźń, w końcu poznała smak miłości.
Za to była wdzieczna temu miejscu, także jemu.
Echiki pośpiesznie pokręciła głową.
Dziwaczeje.
- Ej ty, tak TY - Zai z chytrym uśmiechem na twarzy brutalnie szturchnęła ją łokciem w bok - Masz minę jakbyś miała nam tu zaraz skonać. Hm, to już chyba drugi raz, co?
- Trep! - wykrzyknęła trącona dziewczyna odskakując na bezpieczną odległość.
- Uciszcie się! Obie! - wykrzyknęła rozdrażniona do granic możliwości Haori. Utrzymane zazwyczaj w nienagannej czystości blond włosy teraz wręcz kleiły się od potu, usta zwarły się tworząc brzydką nieregularną linię.
Haori była wściekła, co do tego nie było najmniejszych wątpliwości.
- Spokojnie - rzuciła pośpiesznie Zai wyszczerzając się w przepraszającym geście.
- Łapcie się! Ale już! - wrzasnęła tym razem o wiele głośniej niż poprzednio Haori.
Zai przez krótką chwilę chciała spytać czy "spódnicy mamy" ale równie szybko jak owa myśl przyszła jej do głowy tak szybko też odeszła.
- Słusznie, naróbmy hałasu i niech nas złapią... A co tam, co to dla nas? - odparła ironicznie Echiki łapiąc zgodnie z rozkazem Haori za nadgarstek.
- Jesteśmy na tyłach akademii, sądzicie, że ktoś nas tu usłyszy? TU? O Tej porze? Teraz nawet strażnicy śpią! - odparła o wiele głośniej niż powinna Zai.
- W takim razie równie dobrze możemy wrócić do pokoju i tam się "pobawić!" - rzuciła niemal wykrzykując ostatnie słowa Echiki.
- Powinnyśmy jak najmniej ograniczyć straty jakie możemy wywołać... W razie gdyby...
- W razie gdyby co? - Echiki pośpiesznie przerwała Haori w połowie zdania - Wróciłybyśmy po udanej misji? Znasz prawo! Tutaj po czymś takim co najwyżej mogą łaskawie nas osądzić a potem zabić! Chodź po czymś takim to wszelkie sądy są nam zbędne. Wyrok i tak będzie ten sam.

Bywają chwile w życiu w których wszystko może się zmienić, a świat jaki dotąd znaliśmy runąć nam na głowy.

Cisza jaka zapadła po owych słowach zdawała się być wiecznością i zapewne, gdyby nie nocny wiatr, który delikatnie poruszał zakwitłymi drzewami sakury mogłoby się zdawać, że czas istotnie stanął w miejscu.
- Doskonale wiemy co nas może spotkać, od samego początku - odparła Haori tym razem z w pełni opanowanym głosem.

Ale bywają też i takie w których stajemy za sterem własnego życia. I to jak będzie wyglądać zależy już tylko od nas samych

- Ludzie mówią, że czasem należy postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykować to co się ma. Więc zróbmy to - głos Haori był już opanowany, dźwięczny tak samo jak zawsze. Ręka wyciągnięta w stronę dziewczyny delikatnie, lecz bez namusu zachęcała by ją złapać.
- Ludzie to dziwna rasa - odparła w odpowiedzi Echiki, równie spokojna co przyjaciółka.
- Zatem zróbmy to - rzekła Haori ściskając dłoń ciemnowłosej shinigami. - Zai?
- Jestem - zapewniła cicho rudowłosa dziewczyna.
Stanęły łapiąc się za dłonie, w niewielkim kole, blisko siebie.
Mylisz się Haori - pomyślała krótko przed czasem Echiki zaciskając powieki - Nasza pustka w zamian za czyjeś szczęście. To tylko tyle i aż tyle.Przecież nam obu o to chodzi, dlatego się zgodziłyśmy, więc... Powiedz to głośno.
Poderwane nagłym podmuchem wiatru drzewa sakury dziko zaszeleściły w akcie oburzenia, Echiki otworzyła oczy, lecz jedynym co zastała była pochłaniająca ją ze wszystkich stron czerń i niczym nie uzasadnione poczucie pustki.



Bonus dla spragnionej miłości Zai xD

- Kocham Cię!
- Ach!
- Co ach?
- No ach!
- To znaczy?
- To znaczy, że nie lubię jak miesza się piwo z lodami.
- A co ma do tego piwo z lodami 0.o
- Nic ^^ I właśnie to w tym jest piękne.
- Twoja definicja piękna mnie powala...
- Bo powinna ^^
- A propo tego, że Cię kocham...
- Tak ^^ Ja też kocham Romea i Julię :D Ale tej sceny jakoś sobie nie przypominam 0.o
- Ech...





Wysiliła się dla was Garr 23/07/2009 16:57:18 [komentarzy 18] Komentuj

Kartka czwarta - Rondo

Dobra. Tą notą mogę i pewnie będę przynudzać, ale parę kwestii wymagało przynajmniej przykrótkiego wyjaśnienia, któremu należało poświęcić jedną, lub też dwie noty.
Poniżej umieszczam klipa z anime jakie ostatnio oglądałam oraz opening 2 serii (pierwszej chodź bardzo się starałam nie mogłam znaleźć.
Cóż, polecam ;>
Skąd pochodzą zdolności Haori?
W jaki sposób Zai straciła brata?
Zarys przeszłości Echiki.
Tego dowiecie się w tym rozdziale xD
Matko robię z tego telenowelę xD
Ok, zapraszam do rozdziału ;P


Alice Game



Opening



Moje małe przesłanie dla świata...

Są rzeczy, których się nie wybacza.
Jest dobro i zło, śmiech i łzy, rozpacz i szczęście.
Na świecie istnieje równowaga. Wszystko, nawet najmniejszy gest ma znaczenie.
Czasem by ta równowaga nie uległa zachwianiu, innym razem zaś może nawet uratować ludzkie życie.
Są rzeczy stałe, niezmienne.
Istnieją również i te przemijalne. Jak my, ludzie.
Lecz każdy z nas jest kowalem swego losu.
Przyszliśmy na świat w różnych okolicznościach, różnych miejscach o różnym czasie.
Jednak to od nas zależy i tylko od nas jak nasze dalsze życie będzie wyglądało.
Niezależnie od tego czy przyszło nam dorastać się w slumsach, pochodzimy z majętnej rodziny, mamy pełną rodzinę, lub też nie mamy jej wcale.
Jesteśmy panami własnego losu, to my tworzymy własną historię, zatem przestańmy obwiniać wszystkich dookoła.
Sztuką jest bowiem nie nierobienie błędów, lecz wyciąganie z nich wniosków.
Nauczmy się tolerancji. Zauważania w drugim człowieku nie tylko jego zewnętrznych cech, bo nie na tym to polega.
Szanujmy siebie nawzajem, bądźmy szczerzy, kochajmy bezwarunkowo.
Także w zwierzętach dostrzegajmy istotę, która czuje.
Myśli, boi się, odczuwa ból.
Nauczmy się zauważać, że Ziemia nie jest naszym własnym małym śmietniskiem, bo kiedyś przyjdzie za to zapłacić.
Przestańmy nienawidzieć.
Ale to tylko takie małe marzenia naiwnej dziewczynki.


Kartka Czwarta - Rondo

Sen.
Sen nie mający końca.
Jak zawsze w tym samym momencie wszystko zaczyna się od początku.
Mogę jedynie czekać aż Morfeusz zlituje się i wypuści mnie z swych silnych objęć.
To wszystko...
Zatem czekam.



W powietrzu unosił się słodki zapach kwiatów.
Dom rodu Somerwille porastały kwiaty. Ze wszystkich stron, jak tylko okiem sięgnąć rozrastały się kuszące oczy kwietniki.
Na pierwszy rzut oka można było uznać, iż ów rud w swym godnym pozazdroszczenia rodowodzie zdołał zgromadzić tu nasiona wszystkich znanych kwiatów.
Najmniej liczne jednak, znajdujące się najbliżej domu były krwiste róże.
Pani tego domu, Elżbieta Maria Somerwille ze wszystkich roślin skrytych w swym ogrodzie, najbliżej swej osoby trzymała róże, bez względu na okoliczności.
Budziły w niej sentyment.
Pierwszy i ostatni mężczyzna, który podarował jej ów kwiat został jej mężem.
Krwiste róże kochała za ich wygląd, subtelność.
Jednak zapachem jaki wprost ubóstwiała był zapach hiacyntów.
Dzwoneczki zaś ceniła za ich delikatność.
Niepisanym obowiązkiem służby ich domu było codzienne pozostawianie wazonu pełnego świeżych kwiatów. Rano, jak też późnym wieczorem.
Najmłodszą ze swych córek nazwała właśnie na cześć subtelności, niepisanej delikatności...
Bells...
Elżbieta delikatnie się uśmiechnęła spoglądając na małą.
Miała już sześć lat.
Wkrótce śnieżnobiałe włosy dziewczynki zmienią swoją barwę, oczy przestaną zaskakiwać nadzwyczajnym blaskiem, skóra stanie się o wiele bardziej podatna na promienie słoneczne.
Lecz jedno się nie zmieni.
Moce jakie odziedziczyła po przodkach. Nadzwyczajne zdolności jakie są przekazywane z pokolenia na pokolenie dzieciom rodzącym się w jednym z najstarszych rodów i to bynajmniej nie o ludzkim pochodzeniu.
Bells głośno się zaśmiała. Swoje zdolności jakie mała zaczęła powoli odkrywać sprawiały jej o wiele więcej radości niż można by się tego było początkowo spodziewać.
Elżbieta z czułością spojrzała na swoją córkę.
Dziewczynka chichocząc zatańczyła wyjątkowo udany jak na swój wiek piruet.
Niemal natychmiast do małej podeszła jedna z jej sióstr.
Wyglądała mniej więcej na czternaście lat. Włosy dawno już zdążyły zmienić barwę, przybierając odcieni dojrzałego kasztanu, oczy również zgubiły gdzieś swój blask.
Wygrawerowane litery na wisiorku dziewczynki układały się w krótkie słowo "Lilly"
Krew elfów krążąca w jej żyłach zaprzestała już dawać o sobie znać.
Dziewczyna wyciągnęła swoją dłoń ku grządce z owocami. Bynajmniej nie chciała psuć małej zabawy, jednak niepohamowane użycie magii nawet w tak niewielkim stopniu mogło by pociągnąć wraz z sobą straszliwe konsekwencje.
Pęd truskawek natychmiast przestał się rozrastać, po czym o wiele wolniej lecz miarowo zaczął wracać do swoich poprzednich rozmiarów.
Wyraźnie niezadowolona dziewczynka skrzyżowała obie ręce nabierając znacznie powietrza w usta.
Lilly podobnie jak i Elżbieta dostrzegając reakcję Bells wybuchnęły serdecznym śmiechem.
Któż mógłby przypuszczać, że tak wielce szanowana i poważana w arystokratycznym świecie rodzina zginie w pożarze wywołanym przez ludzką zawiść oraz intrygę?
Ale Bells miała już wtedy szesnaście lat, a Lilly zmarła dwa lata wcześniej.
W pobliskim szpitalu, przegrywając walkę z tak zwaną "czarną śmiercią"
Epidemią siejącą spustoszenie w ludności średniowiecznej Europy.


***

Biegli nie zważając na padający deszcz. Nie przejmując się tym, że ich ubrania dawno już zdążyły przemoknąć do suchej nitki, a przylegający ciasno do skóry materiał znacznie spowalniał ruchy.
To była ich tradycja, ich święto.
Zawsze, gdy na ziemię spadały pierwsze krople ciepłego deszczu oni wybiegali na podwórze by chodź na chwilę móc zapomnieć o otaczającym ich świecie.
Mieli wówczas jedenaście lat.
Dwoje miedziano-rudych dzieci nie szczędząc gardła z głośnym śmiechem przebiegło przez całą długość uliczki.
Rzekłbyś, że byli identyczni, niemal jak dwie krople wody.
Chłopiec i dziewczynka.
Ciel oraz Holly.
Gnali tak przed siebie nie zwracając uwagi na otaczający ich świat.
Te parę minut spędzonych na deszczu było ich świętem.
Ucieczką od nieprzyjemnej rzeczywistości, trwającą tak długo na ile tylko pozwalała im natura.
Głośny krzyk euforii poniósł się echem wzdłuż dzielnic biedy dając jakby znać, że ta dwójka odrzuconych dzieci wciąż żyje i ma się dobrze.
Czerwonooki chłopiec wykrzykując nikomu niezrozumiałe słowa z niesfornym uśmiechem na twarzy, zwinnie niczym kot wskoczył na jeden z płotów, po czym ruszył pędem przed siebie. Wzdłuż całej długości ogrodzenia.
Dziewczynka dojrzawszy brata niemal natychmiast przystanęła w miejscu.
Słowa ugrzęzły jej w krtani ustępując miejsca niememu przerażeniu jednak szybko zdołała się opamiętać.
- Ciel! Co robisz?! Złaź stamtąd! - wykrzyknęła przerażona przystępując nerwowo z nogi na nogę.
- Nic się nie bój Holly! Będzie dobrze! - odkrzyknął chłopiec rzucając siostrze porozumiewawcze spojrzenie.
- Natychmiast! - krzyknęła tym razem również rozwścieczona Holly.
- Ale z ciebie cykor - mruknął pod nosem chłopiec i gdy już miał stanąć i zawrócić nagle to się stało.
Przesiąknięta wodą drewniana deska groźnie zaskrzypiała by po chwili przełamać się w idealnej połowie.
Zdezorientowany chłopiec tracąc równowagę runął twarzą w dół dobrych parę metrów w stronę ziemi.
Ów przygoda dla młodego Ciela mogła zakończyć się tragicznie i zapewne tak też by było, gdyby nie jeden drobny szczegół.
Chłopiec z przerażeniem zacisnął powieki, lecz ku swojemu zdumieniu nie uderzył o ziemię.
Wręcz przeciwnie.
Otworzył jedno oko, potem drugie.
Tuż nad nim górowała postać zakapturzonego mężczyzny. Bez wątpienia to on musiał go złapać, gdy spadał głową w dół ku ziemi.
- Ciel! - wykrzyknęła przerażona Holly biegnąc ile tylko sił w nogach ku miejscu całego zajścia.
- Nie powinniście się, bawić w tak niebezpieczne zabawy. Funkcją tego ogrodzenia jest oddzielanie bogatszej części miasta od biedniejszej, nie służy do zabaw - odparł łagodnym głosem nieznajomy. Ciel prychnął.
- To nie twój interes - zaperzył się chłopak uwalniając się z objęć starca. Idziemy Holly, co nie?
- Kim jesteś? - spytała nie mogąc oderwać wzroku od nieznajomego dziewczynka. Mężczyzna delikatnie się uśmiechnął. Zupełnie tak, jakby oczekiwał aż zada mu właśnie to pytanie.
- Mam parę imion, używanie nie wszystkich sprawia mi przyjemność jednak najczęstszym i najbardziej znanym jest Erian.
- Erian... - powtórzyła w ślad za nim Holly, oczy dziewczynki na krótki moment rozbłysły nieznanym im dotąd ogniem.
- A czy to ważne? - spytał chłopiec wyraźnie zaniepokojony zachowaniem siostry - Holly.. Chodźmy stąd.
Nie odpowiedziała. Stała jak zahipnotyzowana nie mogąc oderwać oczu od imponującej sylwetki starca.
Coś w nim wyraźnie ją przyciągało, chodź nie była pewna w jaki sposób i dlaczego jednak była w stanie wyczuć energię jaką posiadał ów mężczyzna.
Przytłaczała ją, była doprawdy interesująca.
- Holly... - wyszeptał błagalnie Ciel, lecz również i tym razem został w pełni zignorowany.
- Mogę dać wam to o czym marzycie - odparł w końcu starzec jednak jego słowa były skierowane jedynie do dziewczynki - Jednak wszystko ma swoją cenę. W przyrodzie musi zostać zachowana równowaga, inaczej wszystko pochłonie nieokiełznany chaos. Rozumiesz moja mała Holly?
Spytał, a dziewczynka wyraźnie skinęła głową.
- Zatem jaka jest twoja decyzja? - ciągnął dalej starzec. Zapadło głuche milczenie, którego nawet sam Ciel nie odważył się przerwać.
- Jeśli powiem "tak".. Zapewnisz mu godne życie? - spytała ściszonym głosem dziewczynka.
- Tak. Otrzyma w darze nowe życie, na Ziemi. W świecie zamieszkałym przez żyjących ludzi... Jednak Ty pozostaniesz tutaj, sama. W przyrodzie musi pozostać zachowana równowaga - odparł z nieodgadnionym wyrazem twarzy mężczyzna.
- A cena? W przyrodzie wszystko...
- Ma swoją cenę? Owszem, ma - przerwał jej wpół zdania starzec - Któregoś dnia znów mnie zobaczysz. I wtedy poproszę o jedną rzecz, jedno życzenie które będziesz musiała spełnić.
- Jakie? - spytała natychmiast dziewczynka.
Mężczyzna delikatnie się uśmiechnął.
- Tajemnica - dodał po krótkiej chwili milczenia. Nie wiedzieć czemu Holly na dźwięk owego wyraźnie drgnęła, a lodowaty dreszcz przeszedł jej po plecach.
- Zgadzam się - odparła dziewczynka.
- Zatem niech się stanie! - wykrzyknął w pełni zadowolony z siebie starzec rzucając się w stronę chłopca.
Holly głośno krzyknęła upadając trącona w jedną z pobliskich kałuży.
Ciel również krzyczał, był to przerażający rozpaczliwy wrzask.
Miotał się trzymany w ramionach starca jednak żelazny uścisk nawet na moment nie ustępował.
- Do zobaczenia Holly. - rzucił niedbale w jej stronę starzec, po czym zniknął.
Zupełnie tak jakby on, oraz Ciel nigdy nie istnieli.
Rzeczą jaka jeszcze wiele lat później wciąż prześladowała młodą shinobi był szyderczy śmiech mężczyzny, pojawiający się w każdym koszmarze.



***


W swym śnie latała.
Wzbijała się wysoko ponad zakurzone uliczki miasta, robiła zwariowane fikołki w powietrzu, obserwowała jak wschodzące powoli słońce, leniwie i mozolnie budzi mieszkańców do życia.
Echiki uśmiechnęła się przez sen.
Było to cudowne uczucie, miłe i pełne radości.
Gdy nagle ni stąd ni zowąd wszystko zniknęło..
Przerażona rozejrzała się dookoła, a sceneria jaką zastała pobudziła każdy jej nerw przeszywając go falą adrenaliny.
Pamiętała to miejsce, znała je jak własną kieszeń.
I prawdę powiedziawszy szczerze go nienawidziła.
- Alicja? - spytał ciepły głos kobiety, dobiegający gdzieś zza uchylonych drzwi, będących jedynym źródłem światła.
Echiki mimowolnie skuliła się w sobie. Nie była całkowicie pewna co ma odpowiedzieć.
Stała tak walcząc sama z sobą, gdy nagle to się stało.
Drzwi z rozmachem otworzyły się uderzając z impetem o boczną ścianę pomieszczenia.
Dziewczyna podskoczyła w miejscu, po czym odwróciwszy się na pięcie ruszyła biegiem w stronę najbliższych okien.
Lecz nie uciekała, biegła w miejscu, a droga dzieląca ją od jedynego źródła ucieczki bezlitośnie się wydłużała...
- Alicja! - zagrzmiał gniewny męski głos. Nie było co do tego najmniejszej wątpliwości. Jego właściciel stał tuż za nią.
- Powinnaś się cieszyć, że chcę dotykać kogoś tak ohydnego jak ty - wysyczał łapiąc ją za rękę.
Poczuła jak opuszcza ją cała odwaga, narastająca świadomość beznadziei powoli, lecz nie ubłagalnie przejmowała kontrolę nad wszystkimi zmysłami.
"Uciekać... Byle dalej, szybciej..." powtarzał natarczywy cichy głos, dobiegający gdzieś z wnętrza jej umysłu.
Zbudził ją własny krzyk.
Przetarła twarz dłonią, próbując się rozbudzić. Słońce za oknem znajdywało się już wysoko, nad widnokręgiem.
Budzik wskazywał dziesiątą trzydzieści.
- Koszmar? - spytał łagodny kobiecy głos. Dopiero teraz dostrzegła siedzącą na jej kołdrze Zai.
Po podkrążonych oczach wywnioskowała, że dziewczyna również miała problemy z snem. Postanowiła wrócić do tego przy bardziej sprzyjających okolicznościach.
- Nie - odparła sucho dziewczyna - wspomnienia. One bywają gorsze od koszmarów.
Rudowłosa dziewczyna nic nie odpowiedziała. Słowa były zwyczajnie zbędne. Ograniczyła się jedynie do znaczącego skinięcia głową.
- Nie obraź się Zai - zaczęła Echiki - byłabym jednak wdzięczna gdybyś zostawiła mnie teraz samą.
- Nie jestem pewna...
- Proszę Cię... Wyjdź... - przerwała jej w połowie zdania. Dziewczyna zrozumiała przesłanie.
Wstała powoli i spokojnie, nie siląc się na zbędny pośpiech.
- Wiesz, że możesz na nas liczyć. Nie rozumiem dlaczego na siłę chcesz to wszystko w sobie dusić, to jak choroba - odparła nie nawiązując kontaktu wzrokowego, po czym zatrzaskując za sobą drzwi wyszła z pokoju.
- Nieźle - Echiki rzuciła bardziej do siebie niż do Zai.
Stała jeszcze przez dłuższą chwilę, pośrodku pokoju nasłuchując zbliżających się kroków, jednak nie doczekawszy się ich, czym prędzej zarzuciła na siebie czerwono białe kimono i udając się śladami Zai zbiegła na dół.
Wzdłuż kamiennych schodów prowadzących do damskiego dormitorium.
Biegła nawet na chwilę nie zwalniając tempa.
Echiki...
Echiki, która zawsze miała być idealna.
Echiki, która bez względu na zaistniałą sytuację zachowywała trzeźwość umysłu i zimną krew. Echiki, która robiła zawsze dobrą minę do złej gry.
Echiki która nie płakała. Echiki, która nigdy nie mogła przegrać. Echiki, która zawsze służyła dobrą radą i pomocą.
Echiki twarda, trzymająca się własnej, wewnętrznej dyscypliny.
Echiki, która była znacznie słabsza niż chciała to okazywać.
Zatrzymała się dokładnie w tym momencie w którym uświadomiła sobie, że nie wie co z sobą począć, jednak o wiele za późno by nie wpaść na niewielką grupkę uczniów stłoczonych na korytarzu.
- Przepraszam! - wykrzyknęła skłaniając się w przepraszającym geście.
- Nic nie szkodzi... - zaczęła nieco zdezorientowana blondynka. Zauważywszy jednak jeszcze bardziej otępiała od siebie samej Echiki ograniczyła się jedynie do uśmiechu w stylu "wrzuć na luz" po czym wróciła do poprzedniej rozmowy.
Echiki parokrotnie pokręciła głową.
Co się u diabła ze mną dzieje? spytała samą siebie w myślach.
- Podobno stracił przytomność na jednej z lekcji starego Jaffa. Ciekawe co mu jest? - rzuciła w stronę swoich koleżanek wysoka, krótko obstrzyżona dziewczyna.
Echiki mimowolnie nadstawiła uszu.
- Nie wiadomo. Ale jego organizm z natury jest słaby. Zobaczymy czy to na tyle poważne na ile wygląda. - odparła druga. Ta o dziwnie podkręconych, rudych włosach.
- Tak... Ale od Mei słyszałam, że ciężko z nim. Wiecie... Tej która dopomaga w sekcji szpitalnej... Ciekawe co tym razem... - ciągnęła dalej niska brunetka.
- Przepraszam. Ale kto jest taki chory? - wtrąciła ni stąd ni zowąd Echiki. Z natury była ciekawską osobą. Ktoś kiedyś nawet pokusił się o stwierdzenie, iż gdyby była bohaterką horroru bez najmniejszej wątpliwości zginęłaby jako pierwsza.
Ciekawość była jej najmocniejszą jak i najsłabszą stroną.
- Zauważyłaś może, że za często przepraszasz? To upierdliwe - rzuciła rudowłosa dziewczyna.
Echiki już miała zamiar odpowiednio skomentować owe zachowanie ( rzecz jasna najlepiej w taki sposób by panna udławiła się własną śliną) jednak nim zdążyły paść jakie kolwbieg słowa pomiędzy linię frontu wkroczyła ta sama blond włosa dziewczyna na którą wcześniej wpadła.
- Chodzi tu o Ukitake. Jūshirō Ukitake.

Wysiliła się dla was Garr 8/06/2009 22:17:11 [komentarzy 21] Komentuj

Kartka trzecia - Requiem wspomnień

Ohayo! ^^
Tak, wróciłam xD
Nowa notka byłaby zapewne o wiele wcześniej, gdyby nie ta dziadowska szkoła -.-
Zresztą do teraz nie wiem co to będzie...
A co się tyczy bloga...
To ślicznie chciałabym podziękować za szatkę graficzną pannie Inai ^^ Chwała Ci ;*
Szczerze polecam również anime, które co tu dużo kryć również stało się przyczyną mojego braku czasu ^^' xD


Winowajca nr 1





oraz 2 xD



A tymczasem zapraszam do rozdziału ^^
Nota dedykowana...
Haori, dziewczyno nie wiem jak Ty czasem ze mną wytrzymujesz xD
Zai, inspiracji ;p xD
Inai bo przykładnie służy pomocą ^^ xD

Rozdział 3 - Requiem wspomnień


Sen. Ja śnię. Po raz kolejny...
Jestem wewnątrz snu. Znów pada śnieg. Wokół mnie rozgrywa się gra świateł. Czuję bijące od nich ciepło, ich uczucia.
Jednak za każdym razem, gdy próbuję podejść i ich dotknąć one znikają...
Ilekroć tu jestem wypowiadam to samo życzenie.
By następnym razem czekał mnie inny widok.


Niech to diabli - wysyczała możliwie jak najciszej Echiki. Sytuacja była co najmniej beznadziejna i z każdą chwilą było coraz gorzej.
- No to co chłopaki? Ja sugeruję się pośpieszyć bo stary Abun będzie miał znowu używkę - rzekł nieco skrzekliwy męski głos.
Echiki w mig rozpoznała do kogo należał. Chaban Uchiwa. Czerwonowłosy zarozumialec, jeden z tutejszych samozwańczych "geniuszy"
- Niech robi co chce. Mam już szczerze dość oglądania jego gęby, a tym bardziej ciągłych kazań jakie nam wyprawia - odparł o wiele milszy dla ucha głos.
Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Odeko Jairo.
Blond włosy mistrz technik poruszania się.
Echiki pozwoliła sobie na delikatny uśmiech. Haori i Odeko szczerze się nienawidzili. Każdy z nich dorównywał drugiemu sprytem oraz umiejętnościami, na tyle by doprowadzić do cichej rywalizacji między sobą.
- Hey Ukitake, brachu, a ty co jesteś taki milczący dzisiaj, hm? - spytał skrzekliwy głos Chabana Uchiwy. Ukitake cicho się zaśmiał.
- Nie najlepiej się dziś czuję - odparł spokojnie Juushirou.
- Co? Znowu? Powinieneś coś z sobą gościu zrobić bo w takim tempie to ty się nam tu wykończysz - powiedział Uchiwa - Słychaj... A może Ty się po prostu zakochałeś? - ciągnął dalej chłopak.
Zapadło milczenie, które w końcu zdołał przerwać donośny śmiech Odeko oraz Chabana. Juushirou nie odezwał się chodźby słowem.
- Dlaczego nic nie mówisz? No no Ukitake... Czyżbyś naprawdę się zakochał? - zagwizdał opadając na łóżko Chaban. Odeko znów się zaśmiał. Echiki poczuła jak coś ciężkiego opada na materac. Sprężyny cicho zaskrzypiały. Dziewczyna przeklneła.
- Nie bądź śmieszny - odparł zaraz po tym Ukitake.
- A ty nie udawaj, że aż tak bardzo zajmuje cię szukanie podręczników na zajęcia z tym starym zrzędą. No Ukitake, mów... Kim jest ta szczęściara?
Biało włosy chłopak znów się zaśmiał.
- Nie rozumiem dlaczego tak uparcie chcesz wierzyć w to, że się w kimś zakochałem - rzucił obojętnym tonem głosu Juushirou.
- Któż to może być? - ciągnął niestrudzenie Chaban - Hm... Już wiem! Ta, no.. Jak jej tam było...? Echa, Echu, Echihi... Echiki! Tak! Czy mnie się wydaje czy wy ostatnio trochę za często przebywacie w swoim towarzystwie? Co Juushirou?
Echiki wbrew własnej woli nadstawiła uszu.
Donośny chichot Odeko zdołał wyprzedzić wszelkie słowa.
- Nie bądź śmieszny Chaban! - zawołał wciąż się dławiąc z śmiechu blondyn - Trudno było by mu trafić na kogoś bardziej odrażającego!
Donośny śmiech dwóch.. Trzech mężczyzn? Wspomnienia o których wolałaby zapomnieć. Zbłąkana łza.
- Bydle... - wykrztusiła czując jak zasycha jej w ustach.
- Słyszeliście to? - spytał nagle Chaban. Zapadła cisza.
Echiki mimowolnie skuliła się w sobie.
Drewniane nogi łóżka cicho zaskrzypiały w geście protestu, gdy dwie pary rąk chwyciły za nie i poderwały ku górze.
Echiki nie czekała długo.
Nie spoglądając za siebie rzuciła się w stronę drzwi.
Biegła wzdłuż przyciemnionych korytarzy akademii. W oczach perliły się łzy uniemożliwiając poprawną widoczność. Jak najszybciej, byle dalej...


***

Wkrótce po rozpoczęciu konkurencji nastąpiło ogólne znikanie.
Pierwsi zniknęli Uchi Raba oraz jego wiecznie rozgadana i rozwrzeszczana banda "przyjaciół i znajomych"
Wkrótce potem ślad zaginął po Cherry oraz Yaaru Iizeru, które później znaleziono opalające się toples na jednym z dachów w wschodniej części akademii.
Potem zniknęła Kaba Ya żartobliwie zwana przez wszystkich jeżem, albowiem nikt nie zebrał się dotąd na odwagę by zliczyć liczbę jej kolczyków przynajmniej w jednym z uszu, ale okazało się, że zwyczajnie wróciła do dormitorium i poszła spać.
Nagle okazało się, że pole ćwiczeń opuścił także Yakei Odeko, ale w końcu znaleziono go w ucisznym miejscu, na tyłach akademii wraz z Chachi Izuko.
Zażenowana para nie chciała odpowiadać na żadne pytania.
Po pierwszej pół godzinie ktoś doniósł także o jakiejś parze wychodzącej z atlany jednak do tej pory nie wiadomo kto to był.
- Niech to diabli - syknęła Zai rozmasowując miejsce w którym uderzyła o dach akademii.
Skóra na kolanach jak i na całej długości ramion niemiłosiernie piekła i przybrała niepokojącego koloru dojrzałych porzeczek.
Dziewczyna cicho złorzecząc całemu światu postanowiła zatem powiedzieć profosor (oczywiście przy odpowiedniej okazji) co sądzi o tego typu zajęciach i posyłając wszystko w diabły ruszyła w stronę dormitorium dziewcząt.
Odrapane drzwi w kolorze wściekłego różu przywitały ją swym ciepłym widokiem.
Dziewczyna już miała położyć rękę na klamce, gdy ta ni stąd ni zowąd poruszyła się, drzwi skrzypnęły, a w ich wejściu stanęła Echiki Eisei.
- Mamy problem - oświadczyła dziewczyna w spiętych włosach i niezwykle poważnym wyrazie twarzy.


***


- Prawda powszechnie znana jest taka, iż dobrzy ludzie nie zawsze dobrze kończą - zaczęła na pozór spokojnie Haori. W oczach zastygły jej łzy. Dłonie ułożone na kolanach zadrżały.
Znajdywały się w swojej sypialni w dormitorium dziewcząt. Wszystkie trzy. Wściekło różowe drzwi zostały starannie zabezpieczone przed ewentualnym wtargnięciem.
Haori siedziała na swoim łóżku. Zai oraz Echiki po bokach.
- Nawet teraz niewiele pamiętam z tamtego okresu. A to co pamiętam wolałabym zapomnieć. - podjęła Haori zaciskając dłonie w pięści.
Nikt nic nie powiedział. Pozwoliły jej mówić.
- Przed tym.. Przed śmiercią... Byłam córka kupca. To było bardzo, bardzo dawno temu. Na tyle, że trafiając tu jedynie ze strzępkami wspomnień zdążyłam całą resztę wycofać w niepamięć.
Pamiętam moich rodziców. Matkę, jak wyglądała, jej uśmiech, którym witała nas każdego dnia...
Mnie, ojca i młodszego brata. Mojmir... Tak się nazywał...
A ja nosiłam wtedy imię Bells... Dzwoneczki - Haori na chwilę zawiesiła głos. Zai z nieznanego Echiki powodu nagle drgnęła. - Pamiętam, że matka nazwała mnie tak w nadziei, że będę jak ten kwiat... Delikatna, subtelna. Ale ja nie chciałam taką być.
Nie Echiki zostaw, je chcę to opowiedzieć.
Tego dnia nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś złego. Bo w sumie co by mogło?
A gdy zapadł zmrok zauważyłam ich pierwsza - odparła łamiącym się głosem. - Krzyknęłam, ale było już za późno. To co widziałam było jedynie niewielką grupką, która odłączyła się od reszty.
Zwyczajni maruderzy...
Nie wiem dlaczego to zrobili... Nie pamiętam też kim byli....
W chwilę potem płomienie były już wszędzie.
Pochłaniały wszystko, trawiły każdą, nawet najdrobniejszą deskę domu... A ja nie mogłam nic zrobić...
Gdyby tego dnia ktoś zakradł się pod jedno z okien damskiego dormitorium zauważyłby blond-włosą dziewczynę tulącą się w ramię jednej z shinigami.
Dostrzegłby, że dwie pozostałe przemawiają do niej zapewne starając się dodać jej otuchy.
W życiu bywają bowiem chwile w których niemożna dusić swoich emocji. Dać im upust.
Ale nikt nie mógł tego dostrzec.
Okna dormitorium były wysoko osadzone, a drzwi starannie zabezpieczone.


***


- Jesteś pewna? - spytała Zai z wyczuwalną w głosie troską.
Haori nie odpowiedziała. Zwyczajnie skinęła głową.
- Zatem czas zaczynać - rzuciła przygotowując się Echiki, po czym najzwyczajniej w świecie skoczyła.
Biegła przeskakując zręcznie z jednego dachu na drugi pozostawiając przyjaciółki daleko za sobą.
Jeśli się nie myliły to podobnie jak w większości demonicznej magii, pracując nad swoim ciałem Haori w znacznej mierze uprości sobie drogę do zapanowania nad nowymi zdolnościami.
Fala wspomnień z poprzedniego dnia mimowolnie napłynęła do jej myśli.
"Coś się zaczyna, czuję to" pomyślała dziewczyna, a sceny z poprzedniego wieczoru zalały jej umysł.

***

- Mówię "nie" - odparła spokojnie Echiki splatając dłonie. Dochodziła trzecia. Zajęcia z technik poruszania dawno już dobiegły końca.
Siedziały w zestawieniu 2:1. Haori i Zai na jednym łóżku, Echiki na wprost.
Za oknem jakiś ptak zaczął śpiewać swoją melodię. Echiki mimowolnie zmarszczyła czoło. Pomimo usilnych starań nie potrafiła ocenić jaki to gatunek ptaka.
- Dlaczego? - defensywę przejęła Zai. Gdy tego chciała potrafiła wyglądać bardzo groźnie.
- Mam napisać podanie czy wystarczy krótka odpowiedź? - spytała Echiki delikatnie przechylając głowę.
- Nie wydurniaj się. Mów. - rzuciła w ciągłej gotowości Zai.
- Postaram się streszczać pomimo tego żywię jednak nadzieję, że mnie poprzecie. A zatem... - zaczęła dziewczyna scenicznie nabierając wdechu - Nie wiemy dlaczego Haori ma te zdolności. Co gorsza nie znamy ich źródła ani też czy nasze przypuszczenia co do tego, iż w czasie swych "podróży"... Tak to dobre słowo... Przemieszcza się pomiędzy światami czy to jedynie nasze chybione przypuszczenie. To może być jakaś nowa, nieodkryta dotąd forma demonicznej magii, albo też coś o wiele gorszego... Ponadto Haori wybacz mi te słowa, ale muszę to powiedzieć. Za cholerę nie potrafisz tego kontrolować.
Nie patrz tak na mnie. Dobrze wiesz, że to prawda.
Tak więc jaka jest szansa na to, że trafimy do odpowiedniego miejsca, a nie do środka wulkanu tak jak zrobiłaś to wcześniej?
- Skończyłaś? - spytała Zai przewracając oczami.
- Tak. Skończyłam - Potwierdziła Echiki nawet na chwilę nie zmieniają pozycji siedzenia.
- Tak więc teraz Ty, posłuchaj mnie. - rzuciła Zai starając się jak tylko mogła sparodiować wcześniejsze zachowanie Echiki - Nie wiemy co to, fakt. Lecz jeśli mamy rację i ma to coś wspólnego z demoniczną magią to podobnie jak w walce wręcz można będzie wzmocnić perfekcyjność tej techniki szkoląc własną siłę fizyczną.
Ponadto... Do diabła tu chodzi o mojego brata! Ten stary grzyb powiedział, że grozi mu niebezpieczeństwo! A ja... ja... Obiecałam mu kiedyś, iż będę go chronić! I mam zamiar dotrzymać tej obietnicy. Z tobą czy też bez Ciebie! I zdejmij tę kamienną minę z twarzy! Bo nie cierpię, gdy ją robisz!
- Zgoda - ostatnie słowo, które wypowiedziała Echiki szczerze wywarło o wiele większe wrażenie na Haori oraz Zai niż wcześniejsza wypowiedź (chodź obie wiedziały doskonale, że ma rację)
- Co się tak gapicie? - spytała po dłuższej chwili milczenia shinigami. - Może być zabawnie. Po za tym ty Zai potrzebujesz kogoś prócz Haori kto by pilnował byś nie zrobiła sobie krzywdy. A mina mi się podoba i jej nie zmienię. Co się śmiejecie? Taka prawda.

***

Przeskoczyła zwinnie z jednego końca dachu na drugi.
Szybko i zdecydowanie. W pół piruecie tak zwiewnie, że niemal nie dotykając go stopą.
Wkrótce potem dołączyła do niej Haori, zaraz potem Zai.
Dokładnie wtedy, gdy miały to zrobić.
I zaczęło się to co zacząć się miało...
Echiki odwinęła się jak sprężyna, cięła prawą dłonią wzmacniając siłę uderzeń skrętem bioder.
Haori sparowała salwę pierwszych ciosów, odskoczyła by po chwili odbić się na prawej stopie.
Ścięły się w powietrzu.
Zai zawachała się na moment. Obróciła miecz w dłoni i wznosząc dziki okrzyk rzuciła się przed siebie.
Uderzyła dziko i wściekle.
W powietrzu poniósł się dźwięk uderzanej o siebie stali.
Odskoczyły od siebie niczym oparzone. Wszystkie trzy, by zaraz potem wznowić salwę ataków.
Poruszały się tak szybko, że niemal niezauważalnie. Niczym trzy demony powietrza rozgrywające między sobą bitwę, której znaczenie znają jedynie one same.
Najstraszniejszą z nich wszystkich zdawała się jednak być Echiki.
Z roztarganymi przez wiatr włosami oraz ustami wykrzywionymi w wyrazie bezmiernej wściekłości.
Jako pierwsza powagę sytuacji zauważyła Haori. Zastygając w pól kroku dziewczyna odrzuciła włosy w tył.
Zmrużyła oczy jakby nie do końca mogła uwierzyć w to co widzi po czym pędem rzuciła się przed siebie.
Dopadła Echiki, gdy ta nosiła się z wyraźnym zamiarem zaatakowania.
Zderzyły się w pełnym rozbiegu uderzając przy tym głowami o ceglane wykończenia dachu.
Zai zdążyła ledwie zamrugać oczami, gdy straciła je z pola widzenia.
Zdezorientowana podbiegła do miejsca, gdzie tuż przed chwilą zniknęły i szczerze powiedziawszy po raz pierwszy w życiu nie była pewna co powiedzieć.
Dobrych parę metrów tuż pod nią Haori z całych swych sił przytrzymywała Echiki leżącą na ziemi.
Zai nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, gdyby Echiki tylko zechciała z łatwością byłaby w stanie się uwolnić.
Większość niepotrzebnych emocji zdążyła już najwyraźniej opaść.
- Możesz mi w końcu wytłumaczyć - zaczęła na pozór spokojnie dziewczyna - co się tu u diabła dzieje?!
Echiki nie odpowiedziała. Leżała po prostu spokojnie z martwym wzrokiem utkwionym w tylko jej znanym punkcie.
Odpowiedź przyszła jednak sama.
- Trzecioklasistki! Możecie mi wyjaśnić co wy tutaj robicie? - wykrzyknęła postać w różowym kimonie. Shunsui Kyōraku stał tuż naprzeciw nich z wyraźnie nie pasującą do jego sposobu bycia szorstką miną oraz karcącym wzrokiem.
Tuż za nim znajdował się Jūshirō Ukitake.
- Budyń! - wykrzyknęła fałszywie rozradowana Zai zeskakując z dachu - Echiki lubiła budyń mleczny. Ale to było bardzo daaawno temu... - odrzekła uśmiechając się najpaskudniej jak tylko umiała.
Białowłosy mężczyzna zauważalnie drgnął.
"O tak" pomyślała Echiki wstając z ziemi. "Jeśli Zai naprawdę tego chciała potrafiła pokazać komuś, że nie warto z nią zadzierać"
Kyōraku najwidoczniej niewiele pojmując z zaistniałej sytuacji pokręcił tylko głową.
- Wracajcie do akademii. Kolacja już dawno się rozpoczęła. Dobrze wiecie, że po zmroku nieprzychylnie spogląda się na tych, którzy znajdują się po za akademią.
Zai wyraźnie prychnęła, a Haori z kamienną twarzą wzruszyła ramionami.
Ruszyły przed siebie bez słowa, w stronę dormitorium dziewcząt.
Mijając ich Echiki poczuła na sobie czyjeś spojrzenie.
Odwróciła wzrok w błyskawicznym geście, przez krótki moment ich oczy się spotkały.
Posłała mu pełne nienawiści spojrzenie, po czym tym razem zupełnie lekceważąc jego obecność ruszyła przyśpieszając kroku w stronę pozostałych.
Ta noc miała przynieść zbyt wiele by mogły liczyć na zwykłe szczęście.


Wysiliła się dla was Garr 23/05/2009 00:18:13 [komentarzy 21] Komentuj

Kartka druga - Nokturn bez żalu

Ekchem... Rozdział wprawdzie nie wyszedł tak jak chciałam, ale cóż...
Jest i to przed upływem miesiąca więc brawa dla mnie.
Byłby zapewne wcześniej, jednak planowałam go dodać wraz z szablonem... Takim na dłużej i przede wszystkim własnym... Niestety Photoshop odmówił współpracy, a osoby które prosiłam o wykonanie grafiki i htmlu nie dają znaku życia...
Tia... Moje szczęście.
Tak więc zapraszam do "lektury" (hahaha! prawie zakrztusiłam się ze śmiechu) i gomen za przynudzanie.



Kartka druga - Nokturn bez żalu



Sen... Wciąż śnię. Sen nie mający końca. Głosy dobiegające z świata tuż obok mnie. Wciąż się o mnie ocierają, podobnie jak fala leniwie ociera się o brzeg plaży. Nie pojmuję sensu tych słów... Jednak wiem, że są skierowane wprost do mnie.
Ktoś chyba płacze. To mężczyzna, przeprasza kogoś. Wiem, że kiedyś byłam w tamtym świecie. Czuję to, jednak pomimo usilnych starań, nie jestem w stanie niczego sobie przypomnieć z tamtego okresu.
Chciałabym tam wrócić.
Nie mogę...



Nienawidzę siebie, za to - odparła niska, kobieca postać. - Codziennie wciąż powtarzam to samo. Czy jeśli będę nadal to kontynuowała coś się zmieni? - czerwony pas cicho zaszeleścił - Czy ten dzień kiedyś nadejdzie? - odbicie w lustrze ukazało jak ciemnowłosa dziewczyna spina włosy, po czym przywieszając broń o pas kimona, wychodzi zatrzaskując za sobą z hukiem drzwi. Echiki Eisei wolnym krokiem ruszyła w dół, po wąskich i krętych schodach prowadzących do damskiego dormitorium akademii.
Nie zważając na porę śniadaniową, z obojętną miną przeszła obok jadalni, kierując się na dziedziniec główny.
Dotarwszy na miejsce uwolniła miecz z chroniącej go na co dzień zasłony i opuściwszy go delikatnie wzdłuż prawego uda, przyjrzała się bacznie stojącym naprzeciw niej dziewczynom.
Jedna z nich, ta o blond włosach stała dokładnie w tej samej pozycji co ona. Druga zaś, ta miedzianoczerwona, swój miecz miała zarzucony niedbale na plecach.
Jej mina wyrażała coś w stylu "Nudne to przedstawienie"
- Ohayo Echiki. Już miałam nadzieję, że nie przyjdziesz i będę jednak mogła zjeść śniadanie - rzuciła niemal natychmiast Zai nawet na chwilę nie zmieniając swojej pozycji.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - spytała z nieukrywaną troską w głosie Haori.
- Tak. Jestem - odparła bez chwili wahania shinigami. Pomimo tego, iż Echiki w ciągu swego krótkiego, niespełna trzyletniego pobytu w akademii zdążyła już zasłynąć z swej porywczości to jednak, gdy już postanowiła przy czymś wytrwać wówczas upartości i zacięcia mógł jej pozazdrościć niejeden osioł.
- Jak chcesz - powiedziała zarazem kapitulując Haori, po czym przybrała dogodną jej pozycję obronną.
- Ma się rozumieć, zaczynamy? - wtrąciła na pozór obojętnie Zai. Echiki skinęła głową - No to bomba! - wykrzyknęła z entuzjazmem młoda shinigami rzucając się do przodu, z wyciągniętym mieczem. Echiki sparowała cios, po czym zgrabnie odskoczyła do tyłu i znów była gotowa do walki.
Niemal natychmiast do walczących dołączyła Haori. W powietrzu unosił się dźwięk uderzanej o siebie stali, oraz sporadycznych okrzyków wydawanych przez walczące.
Haori wyprzedziła Zai, rzucając się tym samym na Echiki.
Ta próbowała parować i oddawać ciosy jednak szybkością, blondynka wciąż biła ją na głowę.
Echiki wykonała w powietrzu piruet i za pomocą wykonanych dwóch szybkich kroków starała się ciąć z tyłu. Na próżno. Haori, mogło by się wydawać w ostatniej chwili, odwróciła się i sparowała cios mieczem.
Przeciwniczki zatoczyły półkole, uważnie mierząc się wzrokiem. Zai którą już dawno zdążyło to znudzić siedziała zaledwie parę metrów dalej z skrzyżowanymi nogami i miną cierpiennicy.
Echiki i Haori skrzyżowały ostrza, przez chwilę stały twarzą w twarz.
Zai głośno westchnęła, gdy znów na siebie naparły.
- Może ty mi wytłumaczysz co się tutaj dzieje? - spytał łagodny męski głos, dobiegający gdzieś zza pleców Zai. Dziewczyna powoli odwróciła głowę.
- Sama chciałabym to wiedzieć - rzuciła obojętnym tonem głosu.
Oczy mężczyzny, wbrew jego woli wyraziły głębokie zdziwienie.
Zai stłumiła w sobie wybuch śmiechu, pozwalając sobie jedynie na delikatne rozszerzenie kącików ust.
- To co? Siadasz czy nie? - odparła po dłuższej chwili poklepując posadzkę w znaczącym geście.
Chłopak wciąż nieco zdezorientowany posłusznie skinął głową i w chwilę potem siedział tuż obok niej.
Na ustach Zai pojawił się dyskretny uśmiech.
"No, no..." przez umysł dziewczyny przebiegła krótka myśl, lecz wyniki późniejszej obserwacji postanowiła zachować dla siebie.
Przynajmniej na razie...
Ostrza walczących raz po raz nacierały na siebie nawzajem. W powietrzu przez krótki moment zawisł deszcz złocistych iskier.
Twarz białowłosego mężczyzny, zastygła w wyrazie zdumienia.
Zai zdążyła to zauważyć i w głębi duszy wręcz krzyczała ze śmiechu.
Haori powoli i ostrożnie ruszyła w stronę Echiki, otoczyła ją półkolem. Miecz w uniesionych i wyprostowanych rękach bezustannie się poruszał, zwodził, migotał.
Echiki delikatnie przystanęła z nogi na nogę nie dając zwabić się w pułapkę.
Haori zrobiła trzy kroki i pół piruet, a gdy ścięły się w kolejnym uderzeniu wywinęła salto w tył. Zręcznie przyklękła na jedno kolano i niczym atakująca żmija wyprężyła całe swoje ciało ku jednemu celnemu ciosowi. Lecz zamiast niego znów usłyszała brzdęk metalu o metal.
Echiki sparowała, po czym zamiast odskoczyć w tył jak też przewidywała Haori z całym impetem skoczyła do przodu.
Zai przewróciła oczami. Szczerze powiedziawszy tego typu popisy nie tylko ją nudziły, ale i szczerze nienawidziła wszelkich form walk bronią.
Zamiast tego wolała się skupić na szkoleniu form demonicznej magii. Gdyby nie obowiązkowe zaliczenia z każdej dziedziny zapewne w ciągu całych tych trzech lat ani razu nie wzięła nawet broni do ręki.
Zai z kpiącym uśmiechem na twarzy spojrzała białowłosemu w oczy.
Nie miała pojęcia dlaczego tutaj przyszedł, co ważniejsze, wcale ją to nie obchodziło. Lecz dobrze, że to zrobił. Niech zobaczy na co stać pozornie wciąż jeszcze słabą, trzecią klasę.
Dziewczyna biorąc broń w obie ręce powoli wstała z miejsca, miała zamiar już coś powiedzieć, gdy nagle ni stąd ni zowąd zamarła w miejscu.
- Zaraz wrócę! - krzyknęła w stronę chłopaka i nie czekając na późniejszą odpowiedzieć pognała w tylko sobie znanym kierunku.
Biegła przeskakując zręcznie z jednego dachu domu na drugi.
Echiki mogła chcieć sobie trenować, lecz tym razem miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie.
Zai nawet na chwilę nie zwalniając, zwinnie, niczym kotka zeskoczyła z dachu by tym razem móc pognać wśród wąskich uliczek miasta.
Nawet nie zorientowała się, gdy znalazła się w "Ulicach Biedy" Tak dobrze znanym jej miejscu...
- Erian! - wykrzyknęła, gdy na jej drodze zamajaczyła nieznaczna postać siwego starca.
Ostatnim razem jego energię duchową wyczuła pięć lat temu. Wówczas była szczerze przekonana, że nigdy więcej się nie zobaczą.
- Co Ty tu do diabła robisz?! - wykrzyknęła nie siląc się nawet na najdrobniejsze przejawy uprzejmości.
Starzec zdając się nie przejmować słowami dziewczyny powoli, nie spiesząc się odwrócił w jej stronę swoją drobną, wysuszoną twarz.
Zai z głośnym świstem wciągnęła powietrze do płuc.
Choroba która trawiła powoli mężczyznę przez ostatnich parę lat zdołała poczynić znaczne postępy.
Dziewczynie przyszła nagle na myśl druciana lalka, na której ktoś dla czystego żartu zawiesił parę szmatek.
- Grozi mu niebezpieczeństwo - odparł ni stąd ni zowąd mężczyzna. Przygaszone przez chorobę orzechowe oczy straciły dawny blask, którym zachwyciły ją podczas ich pierwszego spotkania.
- Grozi mu niebezpieczeństwo? - powtórzyła bezmyślnie dziewczyna nie mogąc uwierzyć w sens wypowiedzianych wcześniej słów.
- Zginie jeśli mu nie pomożesz - kontynuował dalej mężczyzna nie spuszczając nawet na chwilę z niej oczu.
- Zginie.. Jak to? Przecież obiecałeś, że zapewnisz mu bezpieczeństwo! - wykrzyknęła z całą siłą na jaką się wtedy zdobyła.
Starzec przecząco pokręcił głową.
- Ja tylko przyrzekłem jednemu z was lepszą przyszłość. Nie jestem jednak w stanie zmienić waszego przeznaczenia. A jego jest śmierć.
- Pieprzenie! - krzyknęła dziewczyna, czując jak też powoli traci nad sobą kontrolę.
- Zachowaj nad sobą panowanie dziecino. Najtrudniejsza próba jeszcze przed tobą, moja mała holly. - odrzekł z powagą w głosie mężczyzna.
Rozdrażniona do granic możliwości Zai, rzuciła pod nosem kilka zręcznie dobranych przekleństw. Chciała coś powiedzieć, lecz gdy uniosła znów głowę, słowa zastygły jej w ustach. Mężczyzna który jeszcze zaledwie parę sekund temu stał tuż przed nią, teraz zdołał się jakby rozpłynąć w powietrzu.
W młodej shinigami wszystko się wręcz zagotowało.
- Znikasz zupełnie tak samo jak pięć lat temu szumowino! - krzyknęła tak głośno na ile tylko było ją stać, po czym bezradnie osunęła się na ziemię.
Łzy spowodowane złością oraz niemą bezsilnością, spłynęły obficie wzdłuż drobnej twarzy dziewczyny.
- I co ja teraz mam zrobić?


***


Od ostatniego wypadu klas trzecich do świata żywych niewiele się zmieniło.
A przynajmniej nic co też dla studentów mogło być widzialne gołym okiem, lub dało też najmniejsze powody do wzniecenia paniki.
Haori Chairo z obojętnym wyrazem twarzy, spokojnym krokiem przemierzała puste o tej porze korytarze akademii.
Dochodziła trzecia w południe, czas obiadu.
Blondynka z tęgą miną, nie śpiesząc się minęła jeden z zakrętów. Główny hol podobnie jak i większość pomieszczeń świecił pustkami.
Haori odetchnęła z ulgą.
Szukała spokoju i w końcu udało się jej go znaleźć.
Obiad postanowiła sobie darować. Od paru dni i tak nic nie mogła przełknąć.
W powietrzu poniosła się nagle niezwykle przyjemna dla ucha pieśń, usłyszana przez nią ostatni raz, gdy była dzieckiem. Dawno temu... Gdy świat stanowił dla niej zagadkę.
Każde ze słów pieśni chodź niezrozumiałe dla przeciętnego ucha, napełniało nadzieją, a równocześnie melancholią.
Niebyła pewna skąd zna jej słowa, lecz szczerze powiedziawszy niewiele ją to obchodziło. Śpiewając ją czuła jak jej wnętrze wypełnia spokój. I to było najważniejsze.
- Siúil go sochair agus siúil go ciúin - odparła nagle ni stąd ni zowąd głęboki, miły dla ucha męski głos wtórując jej do słów piosenki. Dziewczyna podskoczyła w miejscu niczym oparzona. Nigdy dotąd nie przypuszczała, że ktoś inny prócz niej samej zna ową pieśń.
Chłopak stojący przed nią miał jasno rude, roztrzepane na wszystkie strony włosy oraz ciepłe, miodowe oczy, które przedziwnie kontrastowały z rozsianymi na twarzy piegami.
Na pierwszy rzut oka wyglądał na jakieś szesnaście, siedemnaście lat. Nie mniej, nie więcej. Umarł młodo.
- A ty to kto? - spytała podejrzliwie młoda shinigami. Z natury była niezwykle podejrzliwą osobą. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby była zabłąkanym psem to pomimo głodu od nieznajomej osoby nie wzięłaby niczego. Pamiętała, że wtedy uznała to za zaletę. Pamiętała, że wówczas była jeszcze dzieckiem. Lecz osoby, która wypowiedziała owe słowa nie była już w stanie sobie przypomnieć. Z poprzedniego życia pozostały jej już jedynie strzępki wspomnień...
- Szukam mojej przyjaciółki - odparł chłopak z dziwnie nie pasującą do jego twarzy powagą.
- Jak widzisz nie ma jej tu - rzuciła szybko Haori, starając się usilnie uniknąć kontaktu wzrokowego.
Rudowłosy chłopak przecząco pokręcił głową.
- Obawiam się, że ona sama nie pamięta kim była. Boję się, że mogła o mnie zapomnieć - rzekł po dłuższej chwili milczenia, a jego twarz nagle zdała się jej jakby znajoma.
- Obiecaliśmy sobie, że znów się spotkamy... Ale opuściła mnie, tak jak i reszta... - powiedział niemal tak cicho, że by usłyszeć ostatnie słowa Haori musiała pilnie nadstawiać uszu.
Wtedy to się stało.
Szybko rozprzestrzeniające się języki ognia zdołały już objąć znaczną część ich domu. Każdy, nawet najmniejszy oddech palił jak ogień.
Nawet nie zdążyła dostrzec, gdy płomienie odcięły jej drogę ucieczki. Była otoczona. Z górnych partii domu dobiegł ją nagle płacz dziecka. Dwuletniego chłopca.
- Mojmir! - wykrzyknęła instynktownie czując, że za chwilę zdąży się coś złego. Coś o wiele gorszego od tego co się dzieje teraz.
Ktoś coś krzyknął. Po głosie rozpoznała, że to jej ojciec.
Rozdzielający uszy huk przez krótką chwilę przysłonił jej zmysły. Wtedy spostrzegła, że krzyki jej rodziców oraz płacz brata umilkł... Jakby nigdy nie istniał...
Haori ciężko opadając na kolana. Wciąż jeszcze znajdywała się w transie.
- Nie!!! - ocucił ją własny krzyk. Przetarła twarz dłonią próbując wrócić do rzeczywistości.
Na jej skórze perlił się pot. Nie mogąc wciąż uwierzyć w to co przed chwilą się stało z niedowierzaniem obiegła oczami korytarz.
Była sama, chłopak, którego widziała jeszcze parę chwil temu zniknął.
A może trwało to znacznie dłużej? Dzień, dwa, tydzień.. Miesiąc?
Ale poczucie paniki wciąż pozostało.
Zegarek jaki nosiła na prawej dłoni wskazywał piątą trzydzieści. Haori z przerażeniem stwierdziła, że gdzieś zniknęły jej dwie i pół godziny życia. Godziny z których nic nie pamiętała.



***


Echiki zgodnie z ustanowioną przez siebie tradycją po raz kolejny w tym miesiącu zdołała spektakularnie spóźnić się na lekcje poruszania.
Tym razem jednak z drobnym wyjątkiem.
Tego dnia towarzyszyła jej zaspana Haori, która przez pierwsze piętnaście minut po przebudzeniu mruczała pod nosem coś o "dżemiku brzoskwiniowym" oraz Zai, która naprawdę miała zamiar przyjść na czas jednak książka wciągnęła ją na tyle, że straciła poczucie czasu.
- Dzień dobry - powiedziała niskiego wzrostu, krępej budowy kobieta, Waaku Rai. Ciemne włosy zwykłym dla siebie zwyczajem miała splecione w gruby warkocz - Gratulacje dla panny Eisei za piąte w tym tygodniu spóźnienie na lekcje. Panna Aachistuo ma z kolei zamiar brać z pani przykład? To niezwykle zła wróżba na przyszłość jak dla tak młodej damy. Co się zaś tyczy pani Chairo... Haori moja droga, tego bym się po tobie nie spodziewała.
Każda z wyżej wymienionych kolejno wymówiła okazjonalne "przepraszam" (rzecz jasna każda w swoim zwyczaju - Haori z opuszczoną głową i poczuciem winy, Zai z widoczną na twarzy dezaprobatą, Echiki wyjątkowo głupkowatą miną) po czym zajęły swoje standardowe miejsca z tyłu klasy.
Każda z nich bowiem i to bez wyjątku solidarnie uważała, iż "jeśli jakaś lekcja cię nudzi i chcesz sobie pogadać to przynajmniej do woli)
- A zatem jeśli jesteśmy już w komplecie proszę pochować wszelkie notatniki i udać się za mną. Dzisiejsza lekcja będzie miała charakter praktyczny - rzekła profesor po czym wolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.
Gwar jaki podniósł się wraz z wejściem Haori, Echiki oraz Zai nagle ucichł. Niektórzy wymienili z sobą znaczące spojrzenia.
Do tej pory nie licząc pamiętnej lekcji podczas której Erick wylądował na dachu akademii lekcje przerabiali tylko w teorii.
Zaskoczeni, lecz pomimo wszystko zaintrygowani trzecioklasiści wyszli za nauczycielką z sali.
Poprowadziła ich pustym korytarzem, wiodącym wprost do pustego o tej porze dziedzińca szkoły.
- Wspaniale - oznajmiła zadowolona z siebie nauczycielka, gdy wszyscy dotarli na miejsce - Doskonale znane są wam wasze dotychczasowe oceny i szczerze powiedziawszy są w pełni zadowalające. Zatem postanowiłam, iż dzisiejsze zajęcia odbędą się w bardziej wyrazistej dla was formie.
- Umrzemy - szepnęła wystarczająco cicho Echiki by mogły dosłyszeć ją jedynie Zai oraz Haori.
Obie dziewczyny wybuchnęły niczym nie kontrolowanym chichotem.
- Nie ma się czym niepokoić - powiedziała tęga profesor - Na terenie akademii zostało ukrytych pięć kolorowych wstążek. Ten kto znajdzie największą ilość, w jak najkrótszym czasie wygrywa.
No więc gotowi? Zaczynamy na trzy.
Echiki przecząco pokręciła głową
Raz...
Kilka wymownych spojrzeń zostało rzuconych w tłumie.
Dwa...
Ktoś znacząco prychnął.
Trzy!
Cherry głośno przeklneła, gdy uderzyła szczęką w posadzkę. Męska postać w pawich piórach, wyraźnie zadowolona z siebie zniknęła tuż sprzed jej oczu.
Czerwonowłosa dziewczyna rzucając w ślad za nim kilka zręcznie dobranych epitetów rozmasowała szczękę, po czym zręcznie dobierając kolejne przekleństwa zniknęła profesor z oczu.


***

Echiki nie szczędząc języka wymieniała coraz to nowe słowa mające pasować jej zdaniem do zaistniałej sytuacji.
Nie miała pojęcia dlaczego, ani też w jaki sposób jednak jedno nie ulegało najmniejszej wątpliwości.
Trafiła do męskiej części akademika. Od tej pory miała stanowczy zamiar znienawidzenia technik poruszania się.
Starając się zachować możliwie jak największą ciszę przeszła przez całą długość pokoju. Widać było, że zamieszkuje go piątka (niekoniecznie schludnych) facetów.
Jedynie szóste łóżko stojące niemal przy samym oknie nie zdradzało oznak użytkowania.
Echiki szczerze powiedziawszy nie miała najmniejszego zamiaru przejmować się pustym łóżkiem, gdyby nie to, że klamka od drzwi, którą właśnie miała zamiar nacisnąć poruszyła się.
Spanikowana dziewczyna niewiele myśląc rzuciła się pędem ku meblowi i dając głębokiego susa zniknęła tuż pod nim.
Na szczęście w samą porę.
Do pokoju weszło trzech mężczyzn. A jednym z nich był Juushirou Ukitake.


***


Zai czując napływającą do jej żył adrenalinę, powoli i ostrożnie postawiła kolejny krok.
Miedzianowłosa dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła.
Znajdowała się na jednym z dachów akademii. Tuż na samym środku jednego z nich, przywiązana do metalowego pręta została wściekle żółta wstążka.
Niemal już czuła jak ta podrywana wiatrem szamoce w jej dłoni.
Kolejny krok. Coraz bliżej, już nie daleko.
Wyciągnęła dłoń. Powoli i ostrożnie. Tak by nie zachwiać równowagi.
Miała już zacisnąć dłoń, gdy nagle to się stało.
Poczuła uderzenie. Silne, zdecydowane i przede wszystkim... Z zaskoczenia.
Tocząc się wzdłuż bocznej ścianki dachu wykonała parę dobrych koziołków nim znów zdołała odzyskać równowagę.
To co ujrzała bynajmniej nie wywołało w niej zachwytu.
U samego szczytu, machając jej energicznie zdobyta wstążką, spoglądała na nią dziwnie znajoma zamaskowana, upierzona postać.
Pawie pióra delikatnie powiewały na wietrze.
- Zaraza - wysyczała przez zaciśnięte zęby shinigami, po czym dobywając miecza ruszyła energicznie w stronę przeciwnika.

***

Haori Chairo należała do osób raczej mocno stąpających po ziemi.
Lubiła czuć grunt pod stopami i to bez wątpienia ją wyróżniało.
Zawsze, niezależnie od sytuacji posiadała trzeźwy umysł oraz czysty tok rozumowania.
To też nie mogła pojąć w jaki sposób znalazła się w ogrodach, a z jej ciała ulatniał się dym.
Nie potrafiła też zrozumieć w jaki sposób się tam znalazła i przede wszystkim czy to co też przed chwilą ujrzała, było jej własnym, chorym wymysłem czy też miało miejsce naprawdę.
Zdezorientowana, tknięta nagłym impulsem spojrzała na swoje dłonie... I niemal od razu pożałowała tego co zrobiła.
Ręce, podobnie jak i reszta ciała pokryta była sadzą. Czarną, nieprzejrzystą.. Zupełnie jak oczy tamtego chłopaka.




Wysiliła się dla was Garr 17/04/2009 15:56:32 [komentarzy 12] Komentuj

Kartka 1 - Etiuda początku

- Nie chcę takiego końca... - wyszeptała ciemnowłosa shinigami.
Zazwyczaj sięgające pasa włosy teraz dotykały zaledwie ramion. W powietrzu wciąż jeszcze unosiły się świeżo ścięte kosmyki, powiewając wraz z rytmem wiatru.
Zbliżała się śnieżyca.
Oślepiająca biel śniegu znów przybrał barwę krwistej czerwieni.


- Mamy kłopoty... - odparła na tyle cicho Zai Aaichistuo by mogły dosłyszeć ją jedynie jej przyjaciółki. Echiki Eisei, oraz Haori Chairo.
Tego wieczoru trzecia klasa specjalna, dla wybitnie uzdolnionych odbywała trening z sztucznymi pustymi w świecie żywych.
Lecz czym są Puści spytacie? Otóż odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać.
Puści to dusze, które na wskutek żalu lub rozgoryczenia powracają do świata żywych jako bestie, żywiące się głownie ludzkimi duszami.
Zaś jednym z wielu obowiązków shinigami (boga śmierci) jest ochrona ludzi oraz pozostałych dusz przed tymi bestiami.
Tak więc zupełnie nie doświadczona trzecia klasa shinigami, tejże nocy miała odbyć jeden z wielu jeszcze, swoich treningów mających przygotować ich do pełnienia tak odpowiedzialnej funkcji. Nadzorować miała ich trójka uczniów z piątego roku. Błękitno-włosa Eichi Blade, bezustannie uśmiechnięty blondyn Jadoku Waaku oraz białowłosy Juushirou Ukitake.
- Ok. słuchajcie mnie teraz i to uważnie bo więcej razy nie mam zamiaru powtarzać. Czy to do was doszło? - rzuciła w końcu Eichi. Wśród trzecioklasistów przez krótki moment poniósł się cichy szmer, lecz równie szybko jak też powstał tak i zniknął.
Zrezygnowana dziewczyna postanowiła wziąć to za odpowiedź twierdzącą i w końcu zdecydowała się ciągnąć dalej - Podzielcie się na trzy osobowe grupy. Każda z nich otrzyma do patrolowania dany rejon portu. Dodatkowo zostaniecie wyposażeni w specjalne ku temu stworzone urządzenia komunikujące.
Są małe więc w wypadku pojedynku, z całą pewnością nie będą wam przeszkadzały. Jeśli jednak, którąś z grup przerośnie powierzone jej zadanie, bez problemu możecie się z nami skontaktować. Pamiętajcie, że nie jesteśmy tu dla przyjemności, lecz waszej ochrony...
- Zobaczymy. No, to chyba wiadomo kto z kim jest, co nie? - powiedziała równie cicho jak wcześniej Zai, Echiki rzucając przy tym obu przyjaciółką porozumiewawcze spojrzenia.
- Gotowi? No to proszę, rozchodzimy się! - wykrzyknęła dziewczyna co też trzecioklasiści wykonali z większym, lub też mniejszym entuzjazmem.
- Ej ty, malutka... To zajęcia dla klasy trzeciej... Nie pierwszej - rzucił ni z tond ni zowąd karcący męski głos.
Echiki Eisei stanęła jak wryta. Jedna z brwi niekontrolowanie drgnęła.
- Kogo nazywasz malutką?! Pieprz się!
- Spokojnie, nie należy od razu tak wrzeszczeć... - rzucił zmieszany chłopak. Śnieżnobiałe włosy delikatnie powiewały na wietrze. Juushirou Ukitake, jeden z najbardziej utalentowanych uczniów w całej akademii, stał teraz naprzeciw niej z przepraszającym uśmiechem na ustach.
W Echiki coś nagle pękło, odwróciła wzrok. Szybko pożałowała swojego niekontrolowanego wybuchu.
Stojący tuż obok chłopak wydał się jej nie tylko miły... Lecz i przystojny. Dziewczyna ostro skarciła się w duchu za temu podobne myśli.
Nigdy więcej nie da się oszukać, nie pozwoli igrać z sobą ani tym bardziej pozwalać sobie na zbyt śmiałe marzenia.
Obiecała to sobie parę lat temu, i miała zamiar dotrzymać tej obietnicy.
- No to mu już pójdziemy! - wykrzyknęła z sztucznym entuzjazmem w głosie Zai, łapiąc Echiki za ramię. W świetle nocnych lamp portu przez krótki moment rozbłysły miedziano-czerwone włosy dziewczyny po czym już ich nie było. Zniknęły wszystkie trzy, pozostawiając rozkojarzonego chłopaka z jego towarzyszami.
Ukitake parokrotnie zamrugał z niedowierzaniem oczami.
Dlaczego to zawsze on musi mieć to wątpliwe szczęście natrafiać na tak roztrzepane dziewczyny?

***

- No to Echiki pokazałaś.. Nie ma co - odparła z delikatną nutką rozbawienia w głosie Haori.
- Dlaczego ja?! Dlaczego zawsze ja?! Dlaczego wciąż to ja muszę robić z siebie idiotkę? No czemu! - wykrzyknęła dziewczyna uderzając parokrotnie głową w jeden z przybrzeżnych hangarów.
- Uspokój się bo to rozwalisz! - rzuciła Zai krzyżując ręce na piersi.
- Wisi mi to... - powiedziała dziewczyna, po czym na dowód wypowiedzianych przez siebie słów, ponownie uderzyła głową o drzwi pomieszczenia.
- Chcesz tu zwołać wszystkich Pustych z okolicy? - spytała z błyskiem w oku Haori.
- Ten argument do mnie przemawia - rzekła po chwili namysłu dziewczyna.
- Podły tchórz... - podsumowała Zai wzruszając ramionami, po czym wolnym krokiem skierowała się w stronę pobliskiej alei.
- Żaden tchórz! - wykrzyknęła poruszona do głębi dziewczyna.
- Ta... Powiedz to Pustym - ciągnęła dalej Zai.
- Jakim pustym? Dobrze wiesz, że nie ma tu w tej chwili nikogo prócz nas, no i może jeszcze paru szczurów grasujących w pobliskich śmieciach!
- Hm... Sądzę, że jeśli dalej będziesz się tak wydzierać, to wkrótce będzie tu cała armia naszych miłych przyjaciół - powiedziała z uśmiechem na twarzy Zai.
- Ma być spokój! Chciałabym ukończyć ten trening w jednym kawałku... I bez kolejnego zawieszenia.. - podjęła żmudną próbę uciszenia rozkrzyczanej dwójki Haori.
W ważnych sprawach jedynie ona potrafiła ściągnąć je na Ziemię, chodź szczerze powiedziawszy nie zawsze się jej to udawało.
Niejednokrotnie po wmieszaniu się w wygłupy owej dwójki również i ona musiała ponosić kary...
- Nic się nie bój, będzie dobrze - odparła jak zwykle z uśmiechem na ustach Zai.
- Właśnie tym się martwię, co też pójdzie dobrze - rzuciła Haori.
- Aleś ty dowcipna - odcięła się Zai i gdy już miała coś powiedzieć nagle zamarła w miejscu - W nogi!
Nie musiała tego powtarzać dwa razy. Haori i Echiki błyskawicznie wykonały polecenie i to na szczęście w samą porę.
W miejscu w którym stały zaledwie parę sekund temu znajdowała się postać paro metrowego Pustego.
Podobnie jak u pierwowzoru jego twarz zasłaniała maska, dziura w piersi, pamiątka Pustego po łańcuchu wiążącym jego duszę z ciałem, lub miejscem z którym był związany dodawała dodatkowych reali.
- Cóż, sądziłam, że będą trochę mniejsze - odparła po chwili namysłu Zai. Z całej trójki to właśnie ona potrafiła najlepiej wyczuć energię duchową.
- Gadanie - rzuciła niedbale Echiki.
- Co zamierzasz mała? - spytała podejrzliwie Haori - Ej ty, słyszysz mnie?!
Wykrzyknęła w stronę ciemnowłosej shinigami Haori, lecz ta znajdowała się już po za zasięgiem jej głosu.
Miecz w dłoniach Echiki groźnie rozbłysnął. Skoczyła.
Broń dziewczyny ugodziła Pustego w prawe ramię. Ostrze przebiło mięśnie sprawiając, że kończyna opadła bezwładnie.
Potwór dziko zawył, po czym rzucił się do przodu machając zdrową ręką.
Echiki uchyliła się i jednym ciosem miecza przeszyła przeciwnika na pół.
Pusty przez moment znieruchomiał, co też dziewczyna wykorzystała na wyszarpniecie broni. Po chwili krew trysnęła z miejsca gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się miecz, a Pusty znikł. Zupełnie tak jakby nigdy nie istniał.
- No proszę - powiedziała z uśmiechem na ustach Haori.
- Hey mała! A od kiedy niby jesteś taka szybka, co? - wykrzyknęła entuzjastycznie Zai.
- Powtarzam po raz ostatni... Nie jestem mała!!! - wykrztusiła Echiki.
- Tak... Tylko niskiego wzrostu - zaśmiała się Haori, do której po chwili dołączyła Zai.
- Sądzicie, że jesteście takie zabawne? - spytała zjadliwie Echiki, jedna z brwi dziewczyny delikatnie drgnęła - Mylicie się!
- Spokojnie malutka, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie - uśmiechnęła się Zai. Broń w dłoni Echiki delikatnie drgnęła.
- Niech cię dorwę w swoje ręce! - wykrzyknęła ciemnowłosa shinigami. Zai głośno się zaśmiała, po czym rzuciła się do ucieczki.
- Macie nie po kolei w głowach - odparła dławiąc się z śmiechu Haori.
- Dalej malutka, złap mnie! - rzuciła słodko Zai doprowadzając tym samym Echiki do ataku furii.
Skoczyła na jeden z dachów pobliskich budynków po czym rzuciła się pędem do przodu.
Echiki przez chwilę deptała jej po piętach.
- Dalej mój diabełku, pokarz mi na co cię stać! - wykrzyknęła entuzjastycznie dziewczyna.
- Zai!!!
Na twarzy miedziano-rudej dziewczyny pojawił się filuterny uśmiech. Chodź mogło by się to wydawać niemalże niemożliwym znów przyśpieszyła.
Zręcznie przeskoczyła z dachu na dach. Znów skok, kolejny, dla zmylenia przeciwnika opadła na ziemię by po chwili znów zniknąć za jednym z zakrętów.
W końcu nie kryjąc satysfakcji zatrzymała się wpół kroku.
- I jak moje ty maleństwo? - powiedziała z uśmiechem na twarzy dziewczyna, lecz tym razem nie otrzymała odpowiedzi.

***

- Że też to spotyka właśnie mnie... - wydyszała Echiki. Każdy jej krok powoli stawał się coraz cięższy. Co tu dużo kryć. Echiki nigdy nie była i nie będzie urodzoną biegaczką. Zai niemal już kompletnie zniknęła jej z pola widzenia.
Biegła tak jeszcze przez parę sekund, dopóki nogi nie odmówiły jej posłuszeństwa. Zatrzymała się by zaczerpnąć powietrza i wtedy to się stało...
Na początku poczuła zimno, które w mgnieniu oka zawładnęło jej prawą nogą.
Chciała krzyknąć, lecz nie mogła wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. W chwilę potem opadała. Bezdźwięcznie w sam środek pochłaniającej ją czerni.
W końcu jednak uderzyła o coś wilgotnego i niebywale twardego. Otwarła jedno z oczu, potem drugie.
Leżała na chodniku, w jednej z bocznych uliczek portu, a widok jaki zastała bynajmniej nie przypadł jej do gustu.
Zaledwie parę metrów przed nią znajdowała się postać parometrowego Pustego. Bez wątpienia to on ją tutaj ściągnął.
Bestia donośnie zawyła po czym rzuciła się do przodu. Szczerze powiedziawszy z wyglądu nie przypominał standardowych Pustych z jakimi, na co dzień walczyła większość shinigami.
Echiki przyszedł raczej na myśl przerośnięty niedźwiedź. Potwór posiadał jednak parę tych cech, które bez wątpienia klasyfikowały go do rodzaju bestii jaką był.
Podobnie jak sztuczny Pusty którego wcześniej pokonała, ten również posiadał dziurę w piersi, lecz ta była zdecydowanie okazalsza.
Lecz jedno nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Potwór z którym teraz przyszło się jej zmierzyć był prawdziwy. I to w każdym, nawet najdrobniejszym calu.
Długie, smukłe ogony Pustego bezlitośnie smagały powietrze niczym para biczy.
Echiki krzyknęła.
Bestia przeszywająco zawyła po czym rzuciła się do przodu, szarżując wprost na nią.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie to kim była.
Wstała z szybkością właściwą jedynie shinigami. Odskoczyła, a rozpędzona bestia nie zdążywszy wyhamować z całej siły uderzyła w ścianę.
Przeszywający uszy huk poniósł się wzdłuż całej długości przystani. Wokół unosiły się drobinki pyłu i kurzu.
Nie była tak szybka jak Haori, która techniki poruszania się uznawała za priorytet. Z całą pewnością nie dorównywała też Zai w demonicznej magi, która bezsprzecznie była geniuszem w tej dziedzinie, lecz przynajmniej deptała jej po piętach. Chodź nie była mistrzem w żadnej z owych tych dwóch technik jedno nie ulegał wątpliwości.
W akademii niewielu mogło się zleźć takich, którzy dorównali by jej w walce bronią.
Tuż przednią coś nagle zawyło, wybudzając ją z chwilowej nostalgii.
Echiki parokrotnie szarpnęła głową, starając się uporządkować myśli.
Nieważne w czym jest dobra czy też nie. Miała zamiar w końcu pokazać na co ją stać.
Ją, "malucha' wśród uczniów klasy specjalnej. Wybitnie utalentowanych.
Wycie znów się powtórzyło, o wiele cichsze od poprzedniego, lecz bez wątpienia stwór który je wydawał, tym razem znajdował się zdecydowanie bliżej.
Widoczność wciąż ograniczały unoszące się wokół odpadki.
Stała nieruchomo w miejscu starając się nasłuchiwać i wtedy to usłyszała...
Odskoczyła niczym oparzona i pół-piruetem w powietrzu cięła w miejscu, w którym według niej znajdował się stwór.
Trafiła. Bestia dziko wyjąc, chwiejnie odeszła parę kroków w tył.
Tryskająca krew, z zranionego miejsca odstrzeliwała czerwoną fontanną, na odległość dobrych paru centymetrów.
W głowie Echiki przez krótką chwile przebiegła myśl, że trafiła jedną z głównych żył.
Dziewczyna z całej siły zacisnęła dłonie na rękojeści miecza. Nie miała pojęcia skąd, ani też dlaczego znalazł się tu Pusty, lecz jednego była pewna.
Nie da mu się pokonać.
Jednym szybkim ruchem bestia znów ruszyła w stronę Echiki. Shinigami niemal w tym samym momencie rzuciła się do przodu, trzymanym oburącz mieczem celowała w pierś Pustego.
Potwór zręcznie uniknął ciosu napierając tym samym na prawe ramię dziewczyny. Trafił. Rana była płytka jednak poziom krwi który traciła z każdą chwilą niebezpiecznie wzrastał.
Wtedy to do niej doszło. Obrażenia jakie zadawał ów stwór nie należały do zwykłych.
- Nie mam do cholery pojęcia czym ty jesteś - Echiki zmarszczyła czoło - jednak mam zamiar cię pokonać!
Na dźwięk owych słów bestia wydała z siebie coś na podobieństwo ni to chichotu ni skrzeku.
Dziewczynę wręcz zamurowało w miejscu.
" O co tu do diabła chodzi?" pomyślała trzymając broń wciąż w pogotowiu.
Echiki ponownie ruszyła na bestię z uniesionym mieczem. Pusty nie-Pusty schylił głowę po czym złapał ostrze w locie i zwyczajnie wyrwał je jej z rąk.
W chwilę później Echiki mogła jedynie obserwować jak jej zabójca dusz szybuje w powietrzu, po czym zatrzymuje się dobrych parę metrów dalej, na kamiennej drodze prowadzącej do hangarów.
Potwór wychudłymi szponami sięgnął po Echiki, jednak ta w porę odskoczyła.
Bestia w chwilę po tym znów wydała z siebie ten sam dziwny dźwięk, po czym nie wiedzieć skąd, znalazła się za dziewczyną.
Echiki nie zdążyła wykonać najmniejszego ruchu. Pusty chwycił ją za ramię, jęknęła głośno, gdy pazurzaste szpony powoli wbijały się w jej ciało.
Ciepły strumień krwi spłynął po jej ramieniu, krzyknęła.
- Eisei trzymaj się! - wykrzyknął nagle znajomy jej głos.
Oszołomiona odwróciła głowę ku miejscu z którego dochodził po czym delikatnie się uśmiechnęła.
W jej stronę zmierzali kolejno Eichi Blade, Jadoku Waaku oraz Juushirou Ukitake.
Brzdęk metalu rozległ się o wiele szybciej niż przypuszczała, że to nastąpi.
Upadła uderzając głową o coś niesłychanie twardego. Było to ostatnią rzeczą jaką pamiętała.
Podobno obudziła się tydzień po całym tym wydarzeniu. Z ogromnym poczuciem winy i bólem głowy.

***

Tego dnia zajęcia z demonicznej magii odbywały się na powietrzu. Niewielkim dziedzińcu specjalnie przeznaczonym właśnie ku temu podobnym celom.
Obowiązkiem każdego shinigami było bowiem wyspecjalizowanie się w czterech typach walki.
Bronią, wręcz, technik poruszania się oraz demonicznej magii.
Nikt jednak nie spodziewał się zastać tego co też ujrzeli.
- Nie no, to już są żarty - odparła zdegustowana Zai krzyżując ręce na piersi.
Ktoś za nimi wybuchnął śmiechem, ktoś głośno przeklnął, jeszcze ktoś inny udał, że kaszle.
Grupka zamaskowanych shinigami z pawimi piórami umieszczonymi w przeróżnych miejscach tradycyjnych kimon akademii, odwróciła głowy w ich kierunku.
Nikt nic więcej nie powiedział. Zapadła cisza, której żadna z stron nie miała zamiaru przerwać jako pierwsza.
- A wy cudaki to kto? - odparła w końcu wysoka, czerwonowłosa dziewczyna. Należała do tej samej klasy do której również uczęszczały Zai, Haori oraz Echiki.
Każdy już dawno zdążył zapomnieć jak naprawdę miała na imię. Na początku pierwszej klasy nazwano ją Cherry i tak już pozostało.
- Jak śmiesz odnosić się do nas tym tonem?! - niemal wykrzyknęła najbliższa postać w pawich piórach. Po posturze i rodzaju kimona wywnioskowały, iż mają do czynienia z mężczyzną.
- Za kogo ty się masz, co?! - wyrwała się w końcu Echiki. Mały wzrost rehabilitował ogrom uporu.
- My - zaczęła postać w kolorowych piórach - należymy do elity tej akademii! Bez wątpienia jesteśmy jej podporą, belką nośną można by rzecz, statutem, filarem...
- Wrzodem - wtrąciła Echiki na co reszta klasy potakując wybuchnęła śmiechem.
- Ty kurduplu! Jak śmiesz się do nas odnosić w ten sposób!
- Kogo nazywasz kurduplem ty owłosiona małpo?!
- Co się tutaj dzieje? - odparł ni z tond ni zowąd męski głos. Echiki zamarła w miejscu. Doskonale znała ten głos.
Tuż za nimi stał Takazashi, krępej budowy starszy mężczyzna, wykładowca demonicznej magii.
Przez krótką chwilę Echiki miała nadzieję, iż nagle spadnie na jej głowę coś naprawdę ciężkiego, i nie będzie musiała odpowiadać. Liczyła na cud i cud się wydarzył.
Nie wiedzieć czemu ziemia pod ich stopami nagle zadrżała, czemu towarzyszył przeraźliwy huk, w chwilę potem rozległ się odgłos opadającej w dół ściany.
Nie czekając na zbędne wyjaśnienia czy też rozkazy trzecioklasiści pognali ku źródłu owych odgłosów.
- Arystokraci przodem! - wykrzyknęła ta sama opierzona postać, która jeszcze przed chwilą stała na dziedzińcu.
- Ty dupku! - wrzasnęła Zai uderzając mężczyznę końcem łokcia, który w chwilę po tym zatoczył się i opadł na podłogę.
Odgłosy walki jak też się okazała dobiegały z głównego dziedzińca akademii. Gdy jednak dotarli na miejsce owych wydarzeń, było już wyraźnie po wszystkim.
Echiki cicho przeklneła pod nosem.
Wśród walającego się gruzu spoczywało ciało ciemnowłosego mężczyzny. Na szybko można by uznać, iż był martwy jednak stojąc bliżejm wyraźnie dostrzegało regularny głęboki oddech, który temu zaprzeczał. Jego przeciwnik nie chciał go zabić, zwyczajnie miał na celu ogłuszenie.
Jedna z brwi Echiki ledwo dostrzegalnie drgnęła.
Po stronie zwycięzcy stał nikt inny jak Juushirou Ukitake.
- Nie cierpię go - rzuciła ciemnowłosa shinigami odwracając swój wzrok od miejsca zajścia.
- Jest boski... - rzuciła Haori pogrążając się w marzeniach. W chwilach takich jak ta była zupełnie nieosiągalna dla otaczającego ją świata.
- Co ty nie słyszałaś co mówię?! - wykrzyknęła Echiki wprost do ucha blondynki, która wciąż zdawała się jej nie dostrzegać.
- Aaaaach... - z ust Haori wydobył się cichy jęk podziwu. Echiki dała za wygraną.
- Zostaw ją, ona teraz jest w swoim świecie - rzuciła rozbawiona Zai.
W pierwszych latach swej działalności na terenie akademii odbywało się wiele walk, podczas których młodzi kandydaci na shinigami mieli szansę sprawdzenia się.
Niestety parę lat później wskutek poniesionej śmierci podczas jednej z takich bitew, pierwszoklasisty, zakazano pod groźbą wydalenia z akademii, wszelkiego rodzaju pojedynków.
- Nie ma tu nic do oglądania... No już trzecioklasiści, rozejść się! - wykrzyknął stary Takazashi.
Echiki odetchnęła z ulgą. Na szczęście w całym tym zamieszaniu zdołał o niej zapomnieć.
- Witaj skrzacie - odparł rozbawiony, znajomy jej męski głos.
- Nie nazywaj mnie tak! - wykrzyknęła oburzona shinigami. Haori na chwilę znów wróciła do świata rzeczywistości, by w chwilę potem znów zatracić się w marzeniach.
- Mam nadzieję, że nie uraziłem cię ostatnio - ciągnął dalej nawet na chwilę nie tracąc uśmiechu z ust.
- Jeśli chcesz wiedzieć Ukitake to nie, nie uraziłeś mnie. To wszystko co miałeś mi do powiedzenia? - odparła zjadliwie Echiki.
- Więc do zobaczenia później Echiki - odparł na pożegnanie chłopak, po czym ruszył wolnym krokiem w stronę akademii.
- Po imieniu też mi nie możesz mówić! - wrzasnęła w ślad za nim Echiki.
Haori wciąż stała obok, pogrążona w marzeniach.
Zai przyjrzała się im obu badawczym spojrzeniem, po czym prychnęła z rozbawienia. Wszystko było już jasne.



Wysiliła się dla was Garr 30/03/2009 22:30:35 [komentarzy 7] Komentuj

Prolog

Istnieje wiele rodzajów ciemności.
Przyjemna ciemność, gdy zamykasz oczy i wkrótce po tym przychodzi błogi sen. Ciemność nocy, gdy słońce znika za horyzontem.
Przyjazna ciemność, gdy wiesz, że wkrótce przyjdzie jedno z rodziców by znów przeczytać ci na dobranoc twoją ulubioną bajkę. I nie ważne ile razy to słyszałeś, książka zawsze będzie podobać się tak samo.
Istnieje również i przerażająca, zimna ciemność. Wzbudzająca strach oraz wrażenie, że zaraz cię pochłonie.
Ciało Eikiego Ha przeszył zimny dreszcz.
Nie wiedział gdzie jest, ani co najważniejsze, jak się tu znalazł?
Oczy przesłaniała mu gruba czarna opaska, a ręce zaś krępowała lina. Jego zabójca dusz, gdzieś zniknął.
- Jak myślisz, co z nim zrobimy? - odparł nagle ni z tond ni zowąd łagodny kobiecy głos. I gdyby nie to, iż zapewne to właśnie jego właścicielka stoi za tym porwaniem, zapewne pomyślałby, że jest niezwykle miłą osobą.
- Hm... No nie wiem... Może wydepilujmy? - rzucił na pozór obojętnie drugi, równie miły dla ucha.
Pomieszczenie na krótki moment rozbrzmiało salwą śmiechu.
- No nie wiem, ja go wolę nie dotykać - wykrztusił przez chichot ten pierwszy.
- W takim razie ja też nie. Wolałabym by mi nic nie wyskoczyło.
- To co? Pokażemy mu, kto stoi za tą rozrywką?
- Czemu nie, niech zobaczy na czym świat stoi... - rzucił znów na pozór obojętnie drugi głos. Ciało Eikiego Ha znów przeszył zimny dreszcz.
Ktoś dotknął jego twarzy, szybko, byleby jak najszybciej rozwiązać opaskę. I wtedy jego oczom ukazało się coś czego najmniej się spodziewał...
Dwie kobiece sylwetki, ubrane w standardowy strój jaki nosiły tutejsze uczennice.
Jedna z nich nieznacznie niższa od drugiej, różniła się jedynie wzrostem. Papierowe torby na głowach, z wyciętymi wcześniej uśmiechami również miały podobne...
- Kim wy do cholery jesteście cudaki?!
- Spokojniej Ekki bo ci jeszcze żyłka pęknie, czy coś... - odparła niższa postać, po czym drobna dłoń dziewczyny znacznie się poruszyła.
- Co wy mi chcecie zrobić!! - wrzasnął chłopak, a krzesło do którego był przymocowany zaczęło niebezpiecznie się przechylać pod wpływem siły chłopaka. Starał się uwolnić, lecz nie miał na to najmniejszych szans. Obie były mistrzyniami w demonicznej magii, oraz umiały dobrze zawiązywać węzły...
- Byłeś niegrzeczny Ekki... A za grzechy należy zapłacić... - odpowiedział drugi głos, po czym w obu dłoniach dziewczyn ukazały się markery.
- No właśnie Ekki... Nie ładnie jest umawiać się z trzema dziewczynami... Zwłaszcza, gdy każda z nich nie wie o drugiej... - rzuciła niższa postać.
- Puśćcie mnie!!!
- Nie wierć się, bo będzie bolało...

***

- Ratunku!!! - rozdzierający męski krzyk poniósł się echem wzdłuż całej długości korytarza akademii.
Dochodziła ósma wieczór, akademia zdążyła opustoszyć już dobrych parę godzin temu.
Właściciel ów głosu zaledwie w czasie sekundy zdążył pokonać odległość 25 metrów dzielących go od najbliższego zakrętu. Różowe kwiatki oraz serduszka dumnie połyskiwały w świetle szkolnych lamp.
- Dobra robota, chyba możemy już to ściągnąć - powiedział łagodny kobiecy głos. Jego właścicielka stała w framudze drzwi prowadzących do niewielkiego składziku z boku korytarza. Miejscu gdzie jeszcze przed chwilą wybiegł przerażony chłopak.
- Tia... Powinnyśmy sobie pogratulować. I jeszcze jedno, bo zapomnę.. To z tym grzechem.. Przesadziłaś... - odparł drugi głos. Drobne kobiece dłonie dotknęły papierowej torby by po chwili ją ściągnąć.
Gęsta burza ciemnobrązowych loków oplotła szyję dziewczyny dosięgając pasa. Piwne oczy przez krótką chwilę zalśniły w świetle. Była niska by nie powiedzieć, że mała. Dziwnie blada, oraz posiadała mały zadarty nosek obsiany ze wszystkich stron piegami.
- Hm? Byłam ostatnio na horrorze... Facet miał niezłego świra. Mówił, że widział w ludzkich oczach grzech.. Ale tak czy siak... Kupmy sobie dango! - wykrzyknęła z entuzjazmem druga, po czym poszła w ślady pierwszej.
Ogniście rude włosy, opadły wodospadem wzdłuż pleców dziewczyny. W ciemnozielonych oczach rozbłysły wesołe iskierki.
Była śniadej cery, a wiecznie roześmiane oczy dawały jej wygląd figlarnej osoby.
Zai Aachistuo oraz Echiki Eisei. Trzeciklasistki kształcące się na przyszłych bogów śmierci, Shinigami.
Dwie przyjaciółki, były w stanie zrobić wiele by pomścić krzywdy trzeciej z nich, Haori Chairo.
Kochliwej blondynki o turkusowych oczach, pomimo wszystko optymistycznie nastawionej na świat. Służącej przyjaciołom dobrym słowem, dla wrogów zaś nieustępliwa.
Tego dnia dokonały zemsty za igranie z nią i wieloma innymi kobietami. I to bynajmniej jeszcze nie koniec przygód tej trójki...

Wysiliła się dla was Garr 8/03/2009 22:19:55 [komentarzy 8] Komentuj

Trochę o...



Księga;
Ksiega Gości
Dodaj do Księgi
Ja;

Dodaj do Ulubionych
Było tu już 1955 gości

Archiwum;
2009
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec

Linki;
Dodatki
Avatary
Layouts4u
Dodatki Para-para


Dodatki na bloga


Dodatki na bloga


Dodatki na bloga


Rozdziały

Prolog
Kartka pierwsza-Etiuda początku
Kartka druga-Nokturn bez żalu
Kartka trzecia-Requiem wspomnień
Kartka czwarta-Rondo
Kartka piąta-Symfonia przygody



szablon

Wykonała Scarlet!
Tylko i wyłącznie na potrzeby small-shinigami.blog4u.pl!
Don't copy!